Zmiana wyrastająca z dziedzictwa

fot. pixabay.com

Liturgia Eucharystii jest ważną częścią dziedzictwa całego Kościoła. Choć z biegiem wieków ulegała licznym zmianom, jednak zawsze to właśnie Kościół czynił rozeznanie, czy poczynione w celebracji Mszy Świętej zmiany nie naruszają depozytu, który pozostawił Mu Chrystus w słowach: ,,To czyńcie na moją pamiątkę” (Łk 22,19). To Kościół jest bowiem stróżem tych słów i on dba, by ich zbawcza moc wyrażała się także w przeżywanej przez jego wiernych liturgii.

Zadaniem Kościoła jest więc nie tylko dbanie, by Eucharystia w jego wspólnotach była celebrowana regularnie, umożliwiając przez to chrześcijanom uczestnictwo w tym wielkim darze, ale jest nim także dbałość, by wszyscy uczestniczący w sprawowaniu Najświętszej Ofiary mogli to czynić w sposób jak najgłębszy i zrozumiały. To właśnie te obowiązki Kościoła względem liturgii i jej uczestników przyczyniły się do tego, że dziś sprawowanie Eucharystii przybiera inną postać niż ta, jaką zapamiętaliśmy z przeszłości. Zmiana liturgii odegrała ważną rolę w życiu Kościoła oraz chrześcijan, a wielu z nas było jej naocznymi świadkami i uczestnikami.

Czy krzyż stracił znaczenie?

„Ze swojej młodości – wspomina pan Stanisław – pamiętam piękny, mosiężny krzyż, ustawiony na środku ołtarza w moim parafialnym kościele. Ze względu na swoją okazałość przykuwał uwagę wiernych”. Rzeczywiście, krzyż w liturgii przedsoborowej zajmował miejsce centralne. „Zdecydowana część liturgii była przez kapłana sprawowana przed krzyżem” – przypomina. Było to owocem akcentowania w liturgii eucharystycznej jej aspektu ofiarniczego, w myśl którego Msza Święta była przede wszystkim bezkrwawym uobecnieniem ofiary krzyżowej Jezusa Chrystusa. Czy zatem dzisiaj przestaliśmy tak rozumieć Eucharystię? Bynajmniej. II Sobór Watykański nie zaprzecza temu, że sprawowanie Mszy Świętej przenosi nas niejako na szczyt Golgoty, stawiając nas u stóp krzyża. Toteż podkreśla on w swoich postanowieniach, że nawet przy odwróceniu kierunku celebrowania przez kapłana Eucharystii, nie powinno się rezygnować z przyznania krzyżowi miejsca na ołtarzu. Ojcowie soborowi pragną jednak uzmysłowić nam, że prócz wydarzeń z Golgoty sytuacjami szczególnie uobecnianymi w celebracji Eucharystii są także ostatnia wieczerza i zmartwychwstanie Chrystusa. Liturgia Mszy Świętej – taka, jaką znamy współcześnie – kładzie zatem nacisk na przeżywane w jej trakcie dziękczynienie za dzieło odkupienia, na jej wspólnotowy charakter, możliwy dzięki ofierze Chrystusa na krzyżu, oraz na aspekt uczty, czyli Komunii Świętej, która bez krzyża nie byłaby możliwa.

Czy nie poszliśmy na łatwiznę?

fot. unsplash.com

Sprawowanie liturgii Eucharystii w rycie przedsoborowym nie należało do łatwych zadań. „Celebrowanie jej – tłumaczy ks. Robert – wymagało od kapłana niezwykłego skupienia”. Musiał on bowiem w czasie liturgii wykonać wiele obrzędów, zachowując przy tym rozliczne reguły. „Należało 16 razy wykonać znak krzyża świętego – przypomina – 31 razy pobłogosławić ofiarę tym znakiem, 24 razy położyć dłonie na ołtarzu, osiem razy wznieść je ku niebu, a oprócz tych znaków było jeszcze wiele innych symbolicznych obrzędów”. Liturgia ta była więc niezwykle bogata. Czy jednak jej symbolika była dla wszystkich zrozumiała? Z pewnością zależało to – podobnie jak dzisiaj – od stopnia formacji uczestników liturgii. Niemniej jednak ilość rozmaitych znaków i brak odpowiedniego wyjaśniania ich uniemożliwiały wiernym głębszy udział w celebracji. 

Ksiądz Robert przyznaje, że „od uczestników Mszy Świętej nie wymagało się aktywności. Dobrze pamiętam, jak podczas odprawianych przeze mnie Eucharystii wierni modlili się na różańcu, ponieważ nie wiedzieli, w jaki sposób włączyć się w liturgię”. Czy jednak uproszczenie jej w myśl postanowień II Soboru Watykańskiego pomogło wiernym w jej przeżywaniu? Argument ks. Roberta uzmysłowił mi, że tak. Kościół nie puścił bowiem w niepamięć dziedzictwa liturgii przedsoborowej, lecz nadal korzysta z jej dóbr, kierując się rozwagą i mając na względzie większe dobro wiernych. „Obecnie – tłumaczy ks. Robert – w czasie proklamowania słów Credo: «I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało», przyklękamy w uroczystość Narodzenia Pańskiego oraz Zwiastowania Pańskiego. W rycie przedsoborowym było to stałą praktyką kapłana w trakcie każdej sprawowanej liturgii”. Ta codzienna oszczędność w użyciu tego gestu pozwala Kościołowi za jego pomocą wyraźniej zwrócić uwagę wiernych na tajemnicę wcielenia podczas obchodów tych dwóch uroczystości, najściślej z tą tajemnicą związanych.

Zadaniem Kościoła jest nie tylko dbanie, by Eucharystia w jego wspólnotach była celebrowana regularnie, umożliwiając przez to chrześcijanom uczestnictwo w tym wielkim darze, ale jest nim także dbałość, by wszyscy uczestniczący w sprawowaniu Najświętszej Ofiary mogli to czynić w sposób jak najgłębszy i zrozumiały.

Zmiana wyrastająca z dziedzictwa

Reforma liturgii, która była postulatem II Soboru Watykańskiego, nie jest żadną miarą całkowitym zerwaniem z dziedzictwem przodków, wypływającym z buntu przeciwko sposobowi celebrowania przez nich Eucharystii. Zmiany, których byliśmy świadkami i uczestnikami, nie były też wymysłem człowieka, całkowicie oderwanym od poprzednio kultywowanego rytu. „Nowa” forma sprawowania liturgii wyrosła z dojrzałej refleksji nad formą ją poprzedzającą, dlatego nie powinna być jej przeciwstawiana – jest bowiem jej kontynuacją. Toteż ani przedsoborowy ryt Eucharystii nie może zostać uznany za bezowocny, ani posoborowy również nie będzie mógł zostać za taki uznany, jeśli w przyszłości ktoś podejmie się kolejnej jego reformy. W obu bowiem sposobach celebrowania liturgii Mszy Świętej jej źródło pozostaje niezmienne, a mianowicie – dar zbawienia, którego człowiek może stać się dziedzicem dzięki prawdziwie w niej uobecnianych męce, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, Pana.

Od fałszu do autentyczności

Od fałszu do autentyczności

Problem nadmiernego picia alkoholu jest obecny w Polsce. Często okazuje się, że spożywanie alkoholu jest przykrywką dla problemów, które dzieją się wewnątrz człowieka. Można powiedzieć, że uzależnienie jest chorobą nieumiejętnego przeżywania emocji.

Noe – nagi i upojony

Noe – nagi i upojony

Burzliwe były początki biblijnego świata. Oto człowiek, który miał się stać zwieńczeniem dzieła stworzenia, okazał się przyczyną zepsucia idealnego świata stworzonego przez Boga: grzech Adama i Ewy, bratobójstwo dokonane przez Kaina na Ablu. Jednak i z tym uporał się Stwórca.