fot. Archiwum ks. A. Makary SCJ

Minęły cztery lata od kiedy ks. Artur Makara SCJ rozpoczął swoje zaangażowanie misyjne w Chorwacji. Choć nie spędził zbyt wiele czasu w pracy duszpasterskiej w naszej ojczyźnie, to z zapałem podjął się duszpasterstwa w innej części Europy na rzecz sercańskiej misji głoszenia miłości Boga do człowieka. Mimo że Chorwację uważa się za katolicki kraj, to nie ma tam wielu księży. Brak powołań do kapłaństwa sprawia, że misjonarze są bardzo potrzebni. Chorwaci natomiast są bardzo życzliwi i otwarci na nowe osoby, więc nasz współbrat został przyjęty z całą serdecznością i radością. Choć na początku pobytu popełniał błędy językowe, ludzie nie zrażali się do jego słabych stron.

Duszpasterstwo w Chorwacji, podobnie jak w naszym kraju, opiera się na działalności przy parafiach. Sercanie w Chorwacji od wielu lat odpowiedzialni są za jedną z parafii w Zagrzebiu. Są obecni również w dwóch parafiach w Kutinie. Praca parafialna jest wymagająca, gdyż czas wojny na Bałkanach osłabił wiarę Chorwatów. Księżom potrzeba cierpliwości, aby starania duszpasterskie przywróciły ludziom wartości chrześcijańskie i pomogły im żyć ewangelicznie. Młodzi ludzie, często pozostawieni sami sobie, starają się odszukać solidne fundamenty życia, które ma sens i daje ludziom nie krótkotrwałą radość, ale prawdziwe szczęście. Jest więc ciągłym wyzwaniem duszpasterskim, aby wychodzić naprzeciw potrzebom parafian.

Parafia Matki Bożej Śnieżnej jest aktualnym miejscem posługi młodego misjonarza, w której głównie udziela sakramentów, odwiedza ludzi starszych i chorych, ale odpowiada również za przygotowanie młodzieży do sakramentu bierzmowania. Jak zauważa misjonarz, wielu ludzi nie ma głębszego zaangażowania w życie religijne. Zatem kandydaci do bierzmowania są niewystarczająco przygotowani do regularnego prowadzenia życia sakramentami. Aby wysiłek katechetów czy księży mógł przynieść jakiś skutek w pracy z młodzieżą, należy szukać odpowiedniego kontaktu, dialogu i wzajemnego zrozumienia. Dopiero na tej podstawie można mówić o dalszym przygotowaniu poprzedzającym przyjęcie sakramentu bierzmowania.

Młodzi ludzie, często pozostawieni sami sobie, starają się odszukać solidne fundamenty życia, które ma sens i daje ludziom nie krótkotrwałą radość, ale prawdziwe szczęście.

„Dobrą formą zainteresowania młodego człowieka życiem religijnym oraz tematem wiary i nawrócenia było – jak opowiada ks. Artur – świadectwo młodego chorwackiego księdza. Opowiadając historię swojego nawrócenia i odkrycia powołania kapłańskiego, zaczynał od wydarzenia dotyczącego uzyskania zaświadczenia dla świadka bierzmowania. To wpłynęło na przemianę jego serca. Jego życie w młodości było dość puste i bezsensowne. Jednak zaproszenie do grupy parafialnej skierowane do niego przez miejscowego księdza, pomogło otworzyć mu się na relację z Panem Bogiem”.

Wracając do młodzieży przyjmującej bierzmowanie. Biskup w czasie Mszy Świętej w kazaniu powiedział młodym istotną rzecz – aby stawać się świadkiem Chrystusa i by pozwolić Bogu działać w ich życiu. Kaznodzieja uświadamiał ich także o darach Ducha Świętego, w które są wyposażeni dzięki sakramentowi bierzmowania. One są pomocą do wytrwałego życia chrześcijańskiego. Na ile je wykorzystają, czas pokaże.

W pracy duszpasterskiej misjonarza zdarzają się również momenty niezapomniane. Opowieść ks. Artura jest niesamowita, bo opisuje moment, kiedy ktoś zdzwonił do drzwi plebani. „W późnej popołudniowej porze, po godzinach funkcjonowania kancelarii w Kutinie – jak sam opowiada – czasami brakuje sił, by z gorliwością przyjmować kogokolwiek”. U progu plebanii stali kobieta i jej zapłakany syn. Z relacji wynikało, że syn przyjął Komunię św., choć dopiero przygotowuje się do pełnego uczestnictwa we Mszy Świętej. Zaraz po przyjęciu wyjął ją z ust i dał mamie, która włożyła ją do portfela. Przyszli oddać Eucharystycznego Jezusa, którego misjonarz zaniósł do kościoła. Ksiądz Artur puentuje historię, że warto być zawsze dyspozycyjnym, bo nie wiadomo, co Cię może spotkać. W tym przypadku była to wizyta Pana Jezusa!

Patrz w stronę Ojca!

Patrz w stronę Ojca!

Błogosławieni ubodzy, cisi, miłosierni, osoby pokornego serca… To właśnie jest rewolucja Ewangelii. Gdzie jest Ewangelia, tam też i jest rewolucja.

Kocha i już!

Kocha i już!

Największą super mocą Boga, w moim rozumieniu, wcale nie jest zdolność uzdrawiania, także i dzisiaj, ani moc sprawcza czynienia cudów. Jego super mocą jest miłość. I to wcale nie za coś, ale pomimo braku tego czegoś.