Opowieść o upale, komarach i głębokiej wierze

fot. Archiwum prywatne

Kisangani, piąte co do wielkości miasto w Demokratycznej Republice Konga, jest miejscem, w którym posługuje misjonarz sercański, ks. Jakub Snopkowski SCJ. W tym mieście mieszka prawie półtora miliona ludzi, co powoduje, że jest to największa aglomeracja w Kongu położona wśród równikowych lasów tropikalnych.

Nasz współbrat pracuje w najstarszej katolickiej parafii pw. św. Marty w Kisangani. Ta wspólnota, do której przynależy 14 000 ludzi, stanowi centrum posługi ks. Jakuba. Oprócz tej parafii odwiedza on regularnie 24 kaplice w okolicy. Do 14 z nich można dotrzeć po lądzie: na motorze, rowerze lub pieszo, a w przypadku pozostałych 10 jedynym sposobem jest podróż po wodzie, która jest możliwa dzięki przepływającej przez Kisangani rzece Kongo. Jest to druga co do długości rzeka w Afryce. Od wielu lat była wykorzystywana do transportu ludzi i towarów, stanowiąc znany szlak transportowy. Niestety, oprócz walorów logistycznych, posiada też wady. Ostatnio rzeka Kongo wylała, przez co zostały zniszczone dwie kaplice dojazdowe, a wiele terenów znalazło się pod wodą. Duże ilości stojącej wody są idealnym środowiskiem dla komarów, które z kolei przenoszą malarię. Nawet dla współczesnej medycyny leczenie malarii związane jest z dość długim czasem powrotu do zdrowia. Ksiądz Jakub potrzebował aż trzech tygodni, aby wyzdrowieć.

Nie tylko w Kongu, ale też w wielu krajach Afryki powstają liczne sekty. To zjawisko jest spowodowane tym, że Afrykańczycy są bardzo wrażliwi w kwestii przeżywania wiary. Z tego samego powodu misjonarze posługujący na Czarnym Lądzie są najbardziej szanowani nie za budowanie kościołów czy studni, ale za bardzo gorliwie przeżywaną wiarę. Sposób, w jaki podchodzą oni do liturgii, modlitwy i głoszenia słowa Bożego, jest niezwykle przekonujący dla mieszkających tam ludzi. Wiara, którą otrzymują, zachęca ich do odpowiedzi. Dokonuje się to w postawie wdzięczności i chęci niesienia pomocy innym. W tym miejscu można przytoczyć historię, gdy dzięki ofiarności i dobrej woli ludzi udało się odbudować jedną z dwóch kaplic zniszczonych przez powódź.

Inną charakterystyczną cechą Konga jest bogactwo zasobów mineralnych. Wiele osób może zarobić na swoje utrzymanie dzięki pracy w kopalniach. Dość powszechne jest zjawisko, gdy po powrocie do rodzinnych stron po pracy w kopalni ludzie chcą uczynić coś dla lokalnej wspólnoty. W takim przypadku starają się o zaspokojenie jej dwóch potrzeb: miejsca, gdzie mogą się wspólnie gromadzić na modlitwie, oraz edukacji dla najmłodszych. W Kongu bowiem do 2021 roku nie istniało dofinansowanie na naukę dla najmłodszych. Nawet gdy pieniądze zostały na ten cel przyznane, to z darmowej edukacji korzysta mała część populacji. Ciężar opłat spada na rodziców i wychowawców.

fot. Archiwum prywatne

Oprócz młodzieży innym przykładem osób, o które troszczy się wspólnota, są wdowy i samotne matki. Wypadałoby najpierw wspomnieć, że w Kongu ciężko jest znaleźć wdowę. Dzieje się to z kilku powodów. Po pierwsze, w tamtej części Afryki bardzo rzadko zawierane są małżeństwa, a co za tym idzie – ilość osób, które brały ślub i straciły małżonka, jest bardzo mała. Po drugie, nawet jeśli kobieta pozostanie z dziećmi i bez męża, to bardzo prawdopodobne, że znajdzie nowego. Tym bardziej, jeśli posiada majątek z poprzedniego związku. Ludzie związani z Kościołem często pomagają tym kobietom, które muszą same wychowywać dzieci.

Jak możemy zauważyć, posługa misjonarza jest często skierowana do miejsc i ludzi zupełnie odmiennych niż te, w których wzrastali. Mimo tropikalnych upałów, mnóstwa komarów i innych niedogodności misjonarze trwają na drodze głoszenia Dobrej Nowiny tym, którzy jej jeszcze nie poznali. Prośmy o siły dla sercańskich misjonarzy w ufnym kroczeniu za Jezusem.

Trzeba kompromitować zło…

Trzeba kompromitować zło…

Obserwując czasem tych, którzy w sztafecie pokoleń idą za nami, mamy ochotę podwinąć rękawy, zacisnąć pięści i wymierzyć sprawiedliwość. Błędy, grzechy, zło – to wszystko nie może przecież pozostać bezkarne.