
fot. wikimedia.org
Doświadczenie Boga popycha nas często do działań, których nie podjęlibyśmy się w innych okolicznościach. Trudno wyobrazić sobie, aby człowiek na co dzień kierujący się egoizmem mógł podporządkować swoje działanie osobom będącym w większej potrzebie niż on sam. Takie postępowanie jest możliwe tylko wtedy, gdy człowiek pozwoli Bogu swobodnie wejść w historię swojego życia. Na taką Bożą ingerencję w swoją codzienność pozwoliła, żyjąca w XV wieku, mistyczka św. Katarzyna z Genui, która odnalazła swoje powołanie w towarzyszeniu często przykutym do swych łóżek chorym.
Święta Katarzyna znana jest głównie dzięki wizji czyśćca, spisanej w Traktacie o czyśćcu przez jej przyjaciela i spowiednika ks. Cattaneo Marabotto. Jak możemy przeczytać w jej życiorysie, była zarówno duchem, jak i ciałem niezwykle piękną kobietą. Jednak od urody bardziej charakterystyczne było u niej posłuszeństwo, niezrozumiałe tak w ówczesnym, jak i we współczesnym świecie. Urodziła się w 1447 roku w arystokratycznej rodzinie w Genui, jako piąte dziecko wicekróla Neapolu. Jeszcze w dzieciństwie została osierocona przez ojca. Mając 13 lat, tak jak starsza siostra chciała wstąpić do zakonu, co jednak nigdy nie nastąpiło.
Nieszczęśliwe małżeństwo
Trzy lata później padła ofiarą rodzinnych interesów, gdyż ze względu na polityczne zagrywki rywalizujących ze sobą rodzin została zmuszona przez brata do małżeństwa. Jej przyszły mąż Julian Adoro był już wtedy znanym hazardzistą i hulaką z piątką nieślubnych dzieci. Co ciekawe, św. Katarzyna przyjęła na siebie tę rzeczywistość bez żadnego sprzeciwu. Już wtedy uważała, że wszystko należy chętnie przyjąć z woli Boga, bo tylko On jest naszym dobrym Ojcem. Jak można się domyślić, jej małżeństwo nie było szczęśliwe. Żyjąc początkowo w osamotnieniu, zaniedbywana przez męża, postanowiła zmienić swoje życie na bardziej towarzyskie, adekwatne do wyższych sfer, do których się zaliczała. Niestety, zmiana stylu życia nie pomogła odnaleźć jej pogody ducha. Pomimo swoich wysiłków włożonych w odnalezienie szczęścia po 10 latach małżeństwa odczuwała ogromną gorycz i pustkę w sercu.
Katarzyno święta, wybłagaj nam u Pana Jezusa choćby tylko promień tego niebieskiego światła, którym Bóg rozjaśnił duszę twoją oraz dał ci poznać twe błędy i ułomności, abyśmy również zdołali poznać całą szpetność i brzydotę grzechu, unikali go i stronili od niego więcej niż od wszystkiego innego złego na świecie. Przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Amen.
Spowiedź
Wtedy właśnie zdecydowała się na pójście do spowiedzi, która była początkiem jej nawrócenia. W konfesjonale odczuła jak Bóg „zranił” ją swoją miłością. Tam zobaczyła jak na dłoni: z jednej strony swoją niedoskonałość, a z drugiej – Bożą dobroć i miłosierdzie. To wydarzenie tak bardzo poruszyło jej serce, że nie kończąc spowiedzi, uciekła z konfesjonału. Płacząc ze swej niemocy przez kilka dni w domu, otrzymała wizję Chrystusa dźwigającego krzyż. Dopiero to doświadczenie pomogło jej, aby wrócić do kościoła i dokończyć spowiedź. Odtąd rozpoczęła życie oczyszczenia i pokuty. Szczególne nabożeństwo do męki Pańskiej, Matki Bożej, a zwłaszcza do Eucharystii pomogło jej odnaleźć właściwą drogę i pokój serca. Zamiast skupiać się i poprzestawać na swoich niedoskonałościach, zaczęła bardziej otwierać się na potrzeby innych oraz towarzyszyć im w niedoli. Najpierw zaangażowała się w Bractwo Miłosierdzia, wspomagające wstydzących się żebrać biednych. Zrzeszone w nim kobiety wychodziły na ulice Genui, prosząc o datki, które trafiały do potrzebujących. Jednak na „mistyczne szczyty” – jak powie później papież Benedykt XVI – święta wspinała się w Pammatone, największym szpitalu w Genui. Angażowała się tam bezgranicznie w pomoc chorym i umierającym. Nie zważając na własne dolegliwości i nie zaniedbując osobistej modlitwy oraz praktyk pokutnych, praktycznie nie opuszczała szpitala. Swojej pomocy nie przerwała nawet podczas epidemii w 1497 i 1501 roku. Taka postawa gromadziła wokół niej grupę naśladowców, którzy chcieli za jej przykładem zostać „męczennikami miłości”.
Żywy przykład
Tą właśnie postawą przyczyniła się również do nawrócenia swojego męża, który ostatecznie porzucił swoje rozwiązłe życie, zostając tercjarzem franciszkańskim i pomagając żonie w szpitalu. Budził podziw miasta, kiedy go widziano, jak wraz z nią opatrywał rany ubogim lub jak odwiedzał biednych w ich domach. Po jego śmierci mistyczka opiekowała się chorymi i biednymi do końca życia, czyli do 1510 roku. Święta Katarzyna jest żywym przykładem tego, że mistyka nie odrywa nas od życia i od ludzi, bo gdy wytrwalej się modlimy, tym bardziej potrafimy kochać tych, którzy nas otaczają. Przez jej życie Pan Bóg pokazuje nam również, że nie ma sytuacji w naszym życiu, z której nie mógłby wyprowadzić dobra.

fot. wikimedia.org
Stawić czoła wilkom
Podczas beatyfikacji bł. Elżbiety Canori Mora, która miała miejsce wspólnie z wyniesieniem na ołtarze bł. Joanny Beretty Molli 24 kwietnia 1994 roku, św. Jan Paweł II przypomniał, że wspomniane żony i matki dawały w codziennym życiu świadectwo trudnym wartościom Ewangelii.
Lekarz ubogich
Tego dnia tętniący zazwyczaj życiem i gwarem Neapol zastygł w ciszy. 12 kwietnia 1927 roku prawie wszyscy mieszkańcy wyszli na ulice, aby pożegnać swojego ukochanego doktora.
Żona Lota – ta zapatrzona w przeszłość
Z historią Lota i jego żony spotykamy się na kartach 19. rozdziału Księgi Rodzaju. Bóg chce ukarać grzeszne miasto Sodomę, a równocześnie pragnie ocalić sprawiedliwego Lota, bratanka Abrahama, i jego najbliższą rodzinę.