Radość utkana ze wspomnień

fot. depositphotos.com

Doświadczenie cierpienia, choroby czy starczej słabości zmusza nas niejednokrotnie do wzmożonej koncentracji na przyszłości – nieznanej i przez to napawającej lękiem. Niepokój ten ma swoje źródło w poczuciu bezradności wobec choroby, która nas ogranicza, wobec słabości, która wciąż narasta, czy wobec cierpienia, które zdaje się nie mieć końca.

Sama myśl o przyszłości przyprawia nas o dreszcze i odbiera nam spokój, o który z takim zaangażowaniem walczymy. Gdy w głowie pojawiają się czarne scenariusze dotyczące przyszłości, do serca dobijają się wspomnienia szczęśliwych chwil. Czy po to, by nas pogrążyć?

Sztuka wspominania

Prawdopodobnie każdy z nas w mgnieniu oka potrafi przywołać w pamięci obraz babci lub dziadka, opowiadających historie ze swojej młodości. Na pewno przynajmniej raz usłyszeliśmy historię o ich pierwszym spotkaniu, może o stresie i radości przepełniających ich serca w dniu ślubu bądź o prozie codziennego życia w powojennej Polsce. Wspomnienia zdają się być nieodłącznym atrybutem dojrzałości. Nie bez powodu przecież udajemy się po radę do ludzi doświadczonych życiem, uznając w nich znakomitych doradców i nauczycieli. Czymże bowiem jest to doświadczenie, w które są oni bogaci? Czy nie jest ono sztuką wyciągania wniosków ze wspomnień? Z wielu bowiem stron dobiegają do naszych uszu ich ślady. Znajdujemy je, oglądając telewizję, czytając książki, podziwiając dzieła sztuki czy rozmawiając z napotkanymi ludźmi. Przy lekturze Trenów Jana Kochanowskiego żegnamy i wspominamy wraz z nim zmarłą Urszulkę, jego ukochaną córkę. W Portrecie Matki Henryka Rodakowskiego rozpoznajemy oblicze wyrozumiałej miłości, którą malarz zapamiętał, przyglądając się twarzy drogiej mu kobiety. Może dobrze jest nam znany wiersz Juliana Tuwima, śpiewany przez Ewę Demarczyk. W nim wraz z poetą możemy znaleźć się w Tomaszowie, choć nawet dla autora to tylko tęskne wspomnienie.

Także i my, bez względu na liczbę liczonych przez nas lat, gromadzimy w pamięci wspomnienia. Jedne zdają się bezwiednie gościć w naszych sercach, inne zaś pieczołowicie pielęgnujemy, by móc nawet po latach się nimi cieszyć. Warto jednak pamiętać, że wspomnienia powinny uczyć nas radości, czasami prowadząc nas drogą doświadczeń szczęścia i nadziei, a czasami prowokując do pracy nad przeżytą stratą lub cierpieniem.

fot. depositphotos.com

Śmiech przez łzy

W trudnych chwilach wspomnienia pełne radości są na wagę złota – budują one bowiem naszą nadzieję na przyszłość, pozwalają oderwać się od problemów i spojrzeć z nowej perspektywy na przekraczającą nasze siły rzeczywistość. Pamięć o przeżytej miłości, doświadczeniu troski, przekraczaniu przez nas dotychczasowych barier, które wydawały się nam nie do pokonania, pozwalają uwierzyć, że możemy poradzić sobie z cierpieniem czy chorobą. Te wspomnienia są jak miłująca twarz matki dla malarza, która pomimo przeświadczenia o jego niedoskonałości, nadal patrzy na niego tak samo, jak wtedy, gdy był dzieckiem. Zdarza się jednak, że powracanie pamięcią do chwil, gdy byliśmy uśmiechnięci i kochani, pogrąża nas w melancholii i nieukojonej tęsknocie. Zamykamy się wówczas na szczęście, które nas czeka, karmiąc swoje serce niewiarą. W smutku bowiem łatwo zapominamy, że szczęście wiąże się ze zdziwieniem – przychodzi niespodziewanie. Może aktualna trudność to dobry czas, by wziąć w swoje dłonie album ze zdjęciami i spojrzeć w swoje roześmiane oczy lub powrócić do prowadzonego notatnika, by rozbudzić w sobie na nowo dawno zapomniane uczucia. Warto także pójść o krok dalej aniżeli Julian Tuwim – już nie tylko wspominając swój własny Tomaszów, lecz dokładając starań, aby zobaczyć go ponownie. Może warto wrócić do rodzinnej miejscowości, wstąpić do znanego kościoła, gdzie przyjęliśmy sakramenty, gdzie może przyrzekliśmy miłość do końca życia naszemu współmałżonkowi i w cichej modlitwie prosić Boga, o coś, co nas zaskoczy. To doświadczenie zapewne otworzy nas i pozwoli nam uwierzyć, że tak jak wtedy, także i teraz doświadczymy podobnej radości – niespodziewanej, choć długo oczekiwanej.

Dzielenie się wspomnieniami pozwala nam się poznać.

By wspominać teraźniejszość

Dzielenie się wspomnieniami pozwala nam się poznać. Wiemy bowiem, że przeszłość nas ukształtowała. Otwartość w dzieleniu się swoimi wspomnieniami jest więc oznaką pragnienia relacji, tak bardzo potrzebnych w czasie choroby czy słabości. Powracając więc w myślach do przeszłości, poświęćmy też czas, by wspomnieć tych, dzięki którym to szczęście stało się naszym udziałem. Czy to nie najlepsza chwila, by spotkać się z przyjaciółką czy przyjacielem, których obecność kiedyś pomagała przetrwać chwile trudu i pozwalała beztrosko wyrażać radość i wzruszenie? Może to dobry moment, by zapytać o czyjś los i pomóc mu uczynić z teraźniejszości dobre wspomnienie?

Rodzina jest dla wszystkich

Rodzina jest dla wszystkich

Każdy z nas pragnie być pełnoprawnym członkiem rodziny, także osoba przewlekle chora, niepełnosprawna, upośledzona. Ma ona swoje miejsce w rodzinie. Powinna być przyjęta z szacunkiem, miłością i ofiarnością.