fot. depositphotos.com

Przestań się lękać tego, co będziesz cierpiał. (…) Bądź wierny aż do śmierci, a dam ci wieniec życia. Kto ma uszy, niechaj posłyszy” (Ap 2,10-11). Całe nasze życie szukamy kontaktu z ludźmi, poszukujemy lub przynajmniej oczekujemy słów pociechy lub pokrzepienia w chorobie, cierpieniu czy przeciwnościach, które nas spotykają. Tymczasem do każdego z nas Bóg kieruje te słowa: „Przestań się lękać tego, co będziesz cierpiał” (2,10). Czy usłyszenie tych słów zmienia podejście człowieka do choroby i cierpienia? Czy wpływa na terapię i jej prowadzenie przez lekarza? I tak, i nie. Z punktu widzenia medycyny doświadczalnej zaleceń co do postępowania medycznego, diagnostyki i leczenia nie zmienia nic, jednak w wymiarze przekraczającym rzeczywistość doświadczalną i namacalną dla nas może zmienić wszystko.

Z własnego doświadczenia w pracy zawodowej jako lekarz – czy to na oddziałach szpitalnych, czy też w lecznictwie otwartym – zauważyłam, że ludzie, którzy głęboko zakorzenieni są w Bogu, znoszą chorobę i cierpienie lepiej niż ci, którzy ze zdrowia i dobrego samopoczucia uczynili boga. Warto przytoczyć tutaj słowa Pisma Świętego: „Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra” (Rz 8,28). Osoby wierzące naprawdę, których wiara nie jest infantylna i nie zatrzymuje się na cudzie rozmnożenia chleba dla głodnych tłumów, ale idzie aż na Golgotę, by dojść do chwały zmartwychwstania, potrafią przyjąć wyżej zacytowane słowa Boga samego i nimi żyć. Przyjmowane w Bożym Duchu cierpienie nie oznacza rezygnacji z procesu diagnostyczno-leczniczego ani też cierpiętnictwa i uczynienia z niego bożka oraz celu dla realizacji samego siebie, lecz ofiarowanie go Bogu i przeżywanie w łączności z Nim każdej chwili własnego życia.

Nie bój się i nie szczędź czasu, by przychodzić do Boga, do Jezusa Eucharystycznego, gdyż to ty sam najwięcej zyskasz, będąc z Nim i dla Niego. A gdy siły uniemożliwiają ci spotkania z Bogiem w Eucharystii, szukaj Go we wnętrzu własnego serca.

Boga zostawmy na ostateczność

Przypomina mi się smutna rozmowa z jedną z pacjentek, u której diagnozowano nowotwór. Rozpoznanie było pewne, kwestią do rozstrzygnięcia był tylko charakter nowotworu. Kiedy powiedziałam wspomnianej osobie, że Pan Bóg jest ponad wszystkim, usłyszałam, by Boga zostawić na ostateczność i Go do tego nie mieszać. Słowa te były tym bardziej smutne, że chwilę wcześniej ta pacjentka sama mówiła mi, że jest wierząca… A przecież wiara to nie turystyka niedzielna, prowadząca nas do kościoła tylko po to, by wypełnić nakaz uczestnictwa we Mszy Świętej. Wiara to nie zawody w ilości odmówionych modlitw czy nowenn…

„Wszystko jest łaską” – mówiła Mała Teresa. Idąc zatem za jej słowami, czujemy, że wiara to łaska. Przyjęcie tego daru i podejmowanie życia z wiarą w Trójjedynego Boga uzdalnia nas do przyjmowania innych łask zgodnie ze słowami samego Boga: „Otrzymali łaskę po łasce” (por. J 1,16). Otrzymawszy zaś łaskę wiary, chciejmy nią żyć, tak jak uczono nas i nadal naucza Bóg w Dekalogu: „Ja jestem Pan, Bóg twój” (Wj 20,2), tzn. dostrzeżmy i dajmy Bogu należne Mu w naszym życiu pierwsze miejsce, nie ostatnie, w myśl słów: „Jak trwoga, to do Boga”.

Mamy przecież narzędzia do umocnienia naszej wiary: sakramenty święte, życie w zjednoczeniu z Chrystusem Ukrzyżowanym i Jego męką oraz śmiercią. To tam – jak poucza nas Pan Jezus przez św. Faustynę – najwięcej łask spływa na duszę ludzką.

Przerzucić troski

Cierpienie i choroba są nieuniknione w ludzkim życiu. To, jak sobie z nimi radzić, pokazują nam święci, dlatego warto poznawać tych, którzy już cieszą się radością zmartwychwstania, gdyż poprzedzili nas w ziemskiej drodze do raju i wskazują jednomyślnie na Boga. On sam mówi do nas ustami św. Piotra: „Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was” (1 P 5,7). W tych słowach znajdujemy wypełnienie tego, o czym napisałam na początku – pociechę, której żaden człowiek dać nam nie może, oraz obietnicę życia z Bogiem na wieki, bez końca.

fot. depositphotos.com

To do nas, chorych na ciele i duszy, Jezus mówi: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11,28). Więc nie bój się i nie szczędź czasu, by przychodzić do Boga, do Jezusa Eucharystycznego, gdyż to ty sam najwięcej zyskasz, będąc z Nim i dla Niego. A gdy siły uniemożliwiają ci spotkania z Bogiem w Eucharystii, szukaj Go we wnętrzu własnego serca, tak aby w dniu wyznaczonym ci przez Pana usłyszeć: „Pójdźcie, błogosławieni u Ojca mojego” (25,34). Bo któż z nas nie chciałby być zbawionym i nie tęskni za domem pełnym miłości?

Recepta na koniec

O cierpieniu i chorobie łatwo jest pisać, ale jak się zmierzyć z trudem, gdy nadchodzi. Jezus wiedział o tym wszystkim, co gnębi człowieka, i s. Leonii Nastał – a tym samym i nam – zostawił receptę na czas cierpienia. Mistrz mówił do niej, że gdy ponosi ofiarę lub cierpi, niech myśli, że cierpienie to trwać będzie tylko chwilę, a gdy chwila ta minie, niech przeniesie to na chwilę następną, a potem kolejną. Tak też czyńmy, zapatrzeni w Jezusa Eucharystycznego, który cały czas jest obecnością. Żyjmy w duchu ofiary chwilą, którą w danym czasie jest nam dane przeżywać bez lęku co do tego, co przyjdzie nam jeszcze wycierpieć.

Błogosławieni cisi

Błogosławieni cisi

W dzisiejszej katechezie napotykamy trzecie z ośmiu błogosławieństw z Ewangelii św. Mateusza: „Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię” (5,5). Używany tutaj termin „cisi” dosłownie oznacza „słodki, grzeczny, łagodny, wolny od przemocy”.

Gedeon jako mistrz zawierzenia

Gedeon jako mistrz zawierzenia

Opowiadania o bohaterskich czynach takich postaci jak Gedeon stawiają sobie za cel ukazanie reakcji Boga na postępowanie Izraela. Za każdym razem, gdy naród wybrany odwraca się od Boga i oddaje cześć bożkom lub zawiera sojusze z obcymi narodami, spotyka go kara.