Więcej, niż chcesz

fot. de.wikipedia.org

Pamiętam z mojej krótkiej „kariery” katechety w lubelskim gimnazjum pewien schemat radzenia sobie z Bogiem przez moich uczniów. Szczególnie tych, którym kulturowo i rodzinnie było „nie po drodze z Kościołem”, a żywego Boga jeszcze nie udało się im spotkać. Schemat był prosty: oskarżanie Boga o całe zło tego świata, a potem zaprzeczanie Jego istnieniu. Oto Bóg, a może raczej bóg skrojony na miarę wyobrażeń człowieka.

Miło, że rozpływamy się na dźwięk kościelnych dzwonów, że nie wyobrażamy sobie zapachu kwitnącej akacji bez melodii litanii do Bożego Serca w tle. Dobrze, że kulturowo mamy obudowaną naszą wiarę dziesiątkami lokalnych i nie tylko tradycji. Źle będzie jednak, kiedy to one zamrożą w nas proces, drogę odkrywania Boga niejako na własną rękę. Religijność, która pozostanie jedynie barwną formą, która nie rozgrzewa nas do miłości i nie staje się przestrzenią spotkania żyjącego Boga, przeistacza się w gusła.

Jaki jesteś?

Bo zasadniczym pytaniem o wiarę nie jest sprawa wierności religijnym czy moralnym nakazom, ale kwestia relacji z Bogiem. Codziennym doświadczaniu Jego obecności, daru, z jakim przychodzi, stylu, do jakiego wzywa. Nasza wierność jest wiernością Jemu, a nasza stałość jest reakcją na fakt bycia przez Niego kochanym. Więc ciągle aktualnym pytaniem wiary będzie: jaki jesteś, Boże, kim Ty tak naprawdę jesteś? Wiara, by była realna, musi pozwalać odzierać się z wyobrażeń o Bogu, jakie mamy, z określeń i obrazów Boga, jakie wyssaliśmy z mlekiem matki, kultury, społecznych schematów. Mamy być w pewnym sensie niepewni, ciągle szukający, odkrywający prawdziwą twarz Boga. Nie da się bowiem wybrać na Pana i Króla kogoś, komu nie można zaufać, wobec kogo ma się podskórne podejrzenia. Jezus, którego chce się obrać jako Pana i Króla własnego życia, nie jest jednym z kandydatów na stanowisko na okres bliżej nieokreślonej kadencji.

Bóg nie chce znać cię tylko z widzenia!

Kto kogo wybiera?

A może to nie my wybieramy Jego, ale to On nas wybrał? I jeszcze zrobił to wtedy, kiedy nam się o Nim nawet nie śniło? Zacheuszowa historia spotkania z Jezusem opowiedziana przez Łukasza Ewangelistę (Łk 19,1-10) pokazuje mi, z jaką perspektywą i horyzontem spogląda Bóg na człowieka. Nieprzyzwoicie bogatemu poborcy podatków, Zacheuszowi, którego natura nie obdarzyła hojnie wzrostem, przychodzi ochota na zobaczenie Jezusa. Jego chęć zobaczenia słynnego Jezusa, choćby z dystansu, jest tak wielka, że ryzykuje ośmieszenie się: oto zwierzchnik celników chodzi po drzewach! Czemu ma służyć ten przyczajony styl spotkania? Czy taka forma spełnia oczekiwania i potrzeby Zacheusza? Czy jest to właściwy sposób na miarę Zacheuszowych możliwości i pragnień? Pewnie tak, przecież sam o tym decyduje. Ale na miarę Jezusa już nie jest! Na Zacheuszowe: „Chcę koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest”, Jezus odpowiada: „Muszę się zatrzymać w twoim domu”. To nie mieści się w celniczej wyobraźni! Jezus nie chce znać Zacheusza tylko z widzenia, ale chce, by on stał się częścią Jego misji: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu”!

Bardziej, niż moglibyśmy zamarzyć

Co stało się w tamtej chwili? Co przekonało Zacheusza do przewartościowania życia? Przecież w jednej chwili traci, bo dobrowolnie rezygnuje z połowy tego, co posiada i jeszcze gwarantuje czterokrotną rekompensatę potencjalnym ofiarom swojej chciwości. Co podziałało na Zacheusza? Nie wiemy. Ktoś większy, z większą mocą, bardziej wpływowy potraktował go z szacunkiem, hojną miłością. Zacheusz – człowiek o niskim wzroście – doświadcza, że ktoś patrzy na niego inaczej niż tłum, nie patrzy na niego z góry!

fot. de.wikipedia.org

Nie wiem, na ile wybór Jezusa na tego, który nada sens dalszego życia zależy od nas, od naszej decyzji, a ile od faktu, że Bóg już wcześniej o tym zamarzył. Zacheusz przecież nie tylko marzył o spotkaniu, ale się na nie wybrał, podjął ryzykowną decyzję. Jednak zdecydowanie proporcje zaangażowania przechylają się na Bożą stronę, to Jezus inicjuje dialog, to Bóg pierwszy zamarzył o człowieku. Ojciec ma większe aspiracje niż my. Nasze pojęcie szczęścia nijak ma się do tego, jak On marzy o szczęściu człowieka.

Książę Egiptu

Książę Egiptu

Życie Mojżesza obfitowało w tak niezwykłe wydarzenia, że mogłoby stanowić scenariusz hollywoodzkiego filmu. Nie powinien więc dziwić nas fakt, że historia tego biblijnego bohatera doczekała się tak licznych ekranizacji. Kim był Mojżesz, którego Bóg wybrał sobie na wybawiciela narodu wybranego?

Książę Egiptu

Książę Egiptu

Życie Mojżesza obfitowało w tak niezwykłe wydarzenia, że mogłoby stanowić scenariusz hollywoodzkiego filmu. Nie powinien więc dziwić nas fakt, że historia tego biblijnego bohatera doczekała się tak licznych ekranizacji. Kim był Mojżesz, którego Bóg wybrał sobie na wybawiciela narodu wybranego?