fot. depositphotos.com

Jakże cennym darem od Boga są różnice między nami. Niestety, niejednokrotnie stają się one granicami umocnionymi wysokim murem wrogości, który oddziela, zamiast łączyć i budować dobro w naszych wspólnotach. Niezmiernie często ten problem dotyka naszych rodzin, powstaje wśród osób najbliższych sobie – studząc serca wzajemną obojętnością – i czyni nasze domy stolicami głuchego milczenia, a nie świątyniami pełnej miłości rozmowy.

Konflikt kanwą życia

„Kiedyś potrafiliśmy się wspólnie śmiać i spędzać razem czas – dziś nie wiemy, o czym ze sobą rozmawiać ani jak to robić” – wyznają jednogłośnie Stanisław i Janina, gdy zapytałem ich o relację z córką. Od lat bowiem z zatroskaniem spoglądają w jej stronę i dobrze wiem, że wiele swoich małżeńskich modlitw ofiarowują właśnie w jej intencji. „Wystarczyło kilka kłótni o rzeczy istotne dla nas i dla niej, aż nadszedł czas, w którym córka całkowicie się od nas odwróciła”. Brak jej wizyt nie wzbudził w nich poczucia rozgoryczenia czy rozczarowania jej zachowaniem, nadal bowiem wierzyli i trwali w oczekiwaniu na jej odwiedziny. W tym czasie postanowili także oddać swoją córkę pod opiekę Matki Najświętszej, by to Ona – wówczas gdy oni nie mogą o nią zadbać – troszczyła się o jej życie. Przyniosło to efekt w najmniej oczekiwanym momencie. „Rok temu, gdy zasiedliśmy do kolacji wigilijnej, ktoś zapukał do drzwi – to była ona. Bardzo dobrze pamiętam – wspomina Janina – to pełne napięcia, dystansu i ciszy spotkanie oraz euforię radości, której doświadczałam w sercu”. „Minęło jednak zbyt wiele czasu” – dodaje Stanisław.

Wszelkie próby zagłuszenia alternatywnego spojrzenia na świat czy stłumienia głosu dzieci przynoszą przeciwny efekt.

Przepaść między pokoleniami

Różnice między pokoleniami są pokłosiem zmian, jakie dokonały się w świecie. Wartości, w których wychowywane było starsze pokolenie, stanowiły fundament ich świata. Współczesny świat odchodzi od tego, co trwałe, by cieszyć się tym, co ulotne. Nie jest to bynajmniej tylko i wyłącznie kwestią wyborów konkretnego młodego człowieka – może naszego wnuka czy córki – lecz całych społeczeństw, które w taki sposób chcą żyć. Dziwimy się z pewnością, obserwując postawy bliskich nam młodych ludzi, całkowicie sprzeczne z wartościami, w zgodzie z którymi staraliśmy się ich wychować. Musimy się jednak liczyć także i z tym, że świat i proponowane przez niego style życia również w pewnym stopniu wpływają na ich formowanie. Stąd rodzą się w nas ciche pytania: W jaki sposób pozostać wiernym własnym wartościom, nie raniąc dziecka? W jaki sposób zaszczepić w nim to, w co sami w głębi serca wierzymy? Czy wartości muszą nas dzielić? Czy nie są po to, by jednoczyć, zamiast burzyć?

Wierni miłości

„Nie mogliśmy zgodzić się na grzech, do którego nasza córka zaczęła podchodzić z aprobatą. Nie chcieliśmy także sprawić, by myślała, że mylimy ją, jako osobę, z poglądami, które wyznaje. Daliśmy jej czas i trwaliśmy na modlitwie”. W sytuacji, w której walka toczy się o sposoby pojmowania i styl życia, nie jesteśmy w stanie przekonać się wzajemnie inaczej, jak tylko poprzez przykład życia miłością i cierpliwością. Wszelkie próby zagłuszenia alternatywnego spojrzenia na świat czy stłumienia głosu dzieci przynoszą przeciwny efekt. Niejednokrotnie młody człowiek chce sam doświadczyć, co jest godne jego wierności, w czym rodzic czy dziadek może pomóc jedynie życiem godnym naśladowania. Trwanie to nie jest bynajmniej biernością. Nasze dziecko musi wiedzieć, że nie zgadzamy się z jego poglądami, lecz musi być także świadome, że wierzymy w to, iż wreszcie opowie się za prawdą i samo stanie się jej strażnikiem w przyszłości. Niestety, rodzicielstwo to bez wątpienia powołanie, w którym oczekiwanie na dojrzały owoc może być bardzo długie i zniechęcające.

Poszukiwanie prawdy

Różnorodność współczesnego świata zachęca nas do poszukiwania prawdy, którą jest sam Bóg. Stąd też nie wolno nam w naszych codziennych trudnościach zapominać o wierze – to bowiem ona pozwala nam rozeznawać, co jest dobre, a co złe, nie ulegając głosom, które przekonują, że sami możemy o tym decydować. Niech więc naszym wzorem nadal będzie Bóg, który nie potępia, lecz wiernie czeka, żywiąc nadzieję, że jego ukochane dziecko na powrót zatopi się w ramionach Jego miłosierdzia.

fot. depositphotos.com

Dzielmy się chlebem

Dzielmy się chlebem

Dziś będziemy analizowali drugą część Ojcze nasz – tę, w której przedstawiamy Bogu nasze potrzeby. Tę drugą część rozpoczyna słowo pachnące codziennością – chleb.

Trzeba kompromitować zło…

Trzeba kompromitować zło…

Obserwując czasem tych, którzy w sztafecie pokoleń idą za nami, mamy ochotę podwinąć rękawy, zacisnąć pięści i wymierzyć sprawiedliwość. Błędy, grzechy, zło – to wszystko nie może przecież pozostać bezkarne.