fot. unsplash.com

„I skierował Pan następujące słowa do mnie: «Co widzisz, Jeremiaszu?» Odrzekłem: «Widzę gałązkę drzewa czuwającego». Pan zaś rzekł do mnie: «Dobrze widzisz, bo czuwam nad moim słowem, aby je spełnić»”.
Jr 1,11-12

W ciągu wieków Jahwe świadczył o sobie na różne sposoby: przerażał zebrany na pustyni naród swoją potęgą, objawiając się na wierzchołku góry Synaj pośród chmur, piorunów, grzmotów i dźwięków trąb; na zawołanie Eliasza spuszczał ogień z nieba, pochłaniający nawet kamienie ołtarza ofiarnego. Najczęściej jednak objawiał swoją moc za pośrednictwem człowieka – tego, którego sam wybierał.

Historia proroka Jeremiasza nie jest wyjątkiem. Rozpoczyna się od wyboru – powołania do pełnienia szczególnej misji, jaką jest niesienie słowa Boga. Takie zadanie nie wydaje się łatwe. Jeremiaszowi natomiast przypada najtrudniejszy i najtragiczniejszy udział wśród proroków, ma bowiem głosić zagładę Jerozolimy – miasta, które Bóg wybrał sobie na mieszkanie.

Trudne zadanie zawsze wiąże się z udzieleniem szczególnej łaski, czyli specjalnej mocy, która ma umacniać proroka. Taką łaską zostaje obdarowany także i Jeremiasz: „Spójrz, daję ci dzisiaj władzę nad narodami i nad królestwami, byś wyrywał i obalał, byś niszczył i burzył, byś budował i sadził” (Jr 1,10). Cóż jeszcze może zabraknąć człowiekowi, który słyszy takie słowa od samego Wszechmogącego? A jednak z ust Jeremiasza padną gorzkie słowa: „Biada mi, matko moja, że mnie urodziłaś, męża skargi i niezgody dla całego kraju” (15,10). Odsłanianie grzechów narodu, które prorok głosi, sprowadza na niego nienawiść rodaków. Z nakazu Pana nie posiada rodziny – jego samotność także miała być znakiem dla grzeszników, ale zapewne stała się znakiem przekleństwa od Boga dla samego Jeremiasza (por. 16,1-4). Gniew, którym napełnia go Bóg (por. 15,17), także sprzyja odizolowaniu od ciągle grzeszących Izraelitów. W końcu głoszenie zburzenia Jerozolimy wraz ze świątynią jest świętokradzkim bluźnierstwem przeciw Bogu, karą za takie przestępstwo jest zaś śmierć. Jeremiasz miał wiele powodów, aby zanosić skargi do Pana. Największym jednak było to, że Pan Bóg zwlekał z wypełnieniem swoich obietnic, które ustami proroka wypowiadał. Widział wielkie utrapienie swego sługi, a jednak ciągle nie realizował swoich zamiarów wobec Izraela z powodu swej „wyczekującej cierpliwości” (15,15). Nawiązując do licznych dolin, które w porze deszczowej mogły szybko przemienić się z wygodnej drogi w burzliwy potok, zrozpaczony Jeremiasz – zwracając się do Boga – posuwa się do granic bluźnierstwa: „Czy będziesz więc dla mnie jakby zwodniczym strumieniem, zwodniczą wodą?” (15,18).

Odpowiedź Boga nie jest po myśli Jeremiasza. Pan proponuje mu bowiem nawrócenie (por. 15,19). Lecz jak ma się nawrócić ten, który całą swoją ufność pokłada w Najwyższym i do którego woła w utrapieniu? Jeremiasz trwa przy Bogu, lecz odszedł od Jego słowa. Teraz zamiast proroctw wygłasza własne lamentacje, których źródłem jest zwątpienie. Powrót do słowa Pana oraz skupienie uwagi na wierności i mocy Jego słowa uleczą rany proroka. Bowiem tak jak migdałowiec – „czuwające drzewo” – wyczekuje przyjścia wiosny, tak Pan oczekuje na spełnienie swego słowa, które niezawodnie się wypełni.

Dzielmy się chlebem

Dzielmy się chlebem

Dziś będziemy analizowali drugą część Ojcze nasz – tę, w której przedstawiamy Bogu nasze potrzeby. Tę drugą część rozpoczyna słowo pachnące codziennością – chleb.

Trzeba kompromitować zło…

Trzeba kompromitować zło…

Obserwując czasem tych, którzy w sztafecie pokoleń idą za nami, mamy ochotę podwinąć rękawy, zacisnąć pięści i wymierzyć sprawiedliwość. Błędy, grzechy, zło – to wszystko nie może przecież pozostać bezkarne.