fot. depositphotos.com

„a jednak
miło jest pomyśleć
że świat umrze trochę
kiedy ja umrę”

Halina Poświatowska

Bez wątpienia jest taka śmierć, wraz z którą owiewa nas nie tylko żal po człowieku, lecz w równej mierze po świecie, który nigdy nie będzie już ten sam. Momenty z przeszłości, unoszące nam wówczas serce do gardła, z jednej strony swą żywością budzą nasze łzy ze snu, by płynęły, a z drugiej – z każdym wytarciem policzka uświadamiają nam, że są już wspomnieniami w całej trwodze sensu tego słowa – nie powrócą takie jak kiedyś. Po codziennym budzeniu się u czyjegoś boku, po wspólnych śniadaniach i kolacjach, po prozaicznych kłótniach i chwilach, gdy rozumiemy się bez słów, mówiąc tylko wzrokiem, nadchodzi czas, gdy to, co znane, staje się jakieś obce, niepełne, przepojone brakiem ukochanej osoby.

Śmierć świata

,,Po pogrzebie, gdy wróciłam do domu, wszystko mi o nim przypominało. Chciałam zobaczyć go jeszcze raz stojącego w progu kuchni i uśmiechającego się tak beztrosko, a nie mogłam” – zwierza się pani Stanisława. Świat, który wcześniej dzielili razem, stał się teraz tylko jej światem. Przejawiało się to w prozie życia – w blaszanym pudełku, w którym trzymali herbatę, po które razem sięgali, a które ,,teraz – jak nigdy – znacznie dłużej nie jest puste”. Gdy mamy siebie nawzajem, wyczekujemy wielkich poruszeń, chwil zaskakujących, przepuszczając przez palce proste momenty, które pełne są wszystkiego, co codzienne, lecz w których widnokręgiem jest pełna wierności obecność współmałżonka. To ona sprawia, że czujemy się potrzebni. ,,Często się mijaliśmy, nawet bez słowa, a ja w tym, jaki był, widziałam, że mnie kocha. Gdy tego zabrakło, brakło mi i miłości”. Sens ludzkiego działania ukryty jest bowiem właśnie w niej – to ona pozwala nam każdego dnia zdobywać się na dar z siebie i wytrwać w nim. Przekonanie o tym, że jesteśmy kochani, pozwala nam także żyć z poczuciem godności, w której rozumiemy, że nie jesteśmy tylko ciężarem, lecz kimś, dzięki komu ten świat nadal jest taki sam – bogaty w przeżycia, a nie pogrążony tylko we wspomnieniach i pełen tęsknoty.

Dar bowiem pragnie zostać przyjęty z wdzięcznością, a ludzkie życie jest właśnie darem dla świata, a dokładniej – dla konkretnego człowieka.

Nowy początek

Brak często zasłania nam to, co mamy – znacznie bardziej przykuwa naszą uwagę. Ponadto z im większym szczęściem kojarzy nam się pustka, tym większą zdarza nam się pielęgnować w sobie niewrażliwość na dobra codzienności. Jest zatem bardzo łatwo oddać się rozgoryczeniu. ,,Nie wiedziałam już – opowiada moja rozmówczyni – dla kogo mam się starać, robiąc dokładnie to, czemu kiedyś oddawałam się z niezwykłą przyjemnością. Wtedy widziałam jego. A teraz?”

Wydaje się, że nie jest to pytanie pozbawione sensu, ani tym bardziej nie jest ono mało powszechne. Dar bowiem pragnie zostać przyjęty z wdzięcznością, a ludzkie życie jest właśnie darem dla świata, a dokładniej – dla konkretnego człowieka. Dla Stanisławy śmierć jej męża była okazją, by zastanowić się nad tym, w czyim życiu odgrywa niezbywalną rolę, a w czyim jest jeszcze milczącym krajobrazem, niebędącym tylko ozdobą, lecz koniecznym skarbem, bez którego świat stałby się mu obcy. ,,Był to początek mojego nawrócenia życiowego, dostrzegłam bowiem wartość drugiego człowieka i swoją własną. Poznałam też, jak wielkim dobrem jest wspólnota, którą tworzą wierzący. Wtedy rozpoczęłam swoją przygodę z pieszą pielgrzymką na Jasną Górę”.

fot. depositphotos.com

Wielkość straty

,,Zaczęło się niepozornie – od jednej wyprawy. Jednak rok temu, kiedy zdecydowałam się, z powodów zdrowotnych, zrezygnować z udziału w kolejnej pielgrzymce, wydawało mi się, że znów zmienia się mój świat. Jednak tym razem już wiedziałam, że ta odmiana nie jest końcem” – odpowiada. Tak trudno przychodzi nam pożegnać to, co ważne, nie rezygnując zarazem z życia. Myślimy, że obcość świata oznacza, że nie ma on już dla nas tego samego miejsca. Nic jednak bardziej mylnego. Świat bowiem może faktycznie nie ma już dla nas tego miejsca, co kiedyś, lecz ma nowe – ciągle tchnące nowością, na którą kiedyś byśmy się nie zdobyli. Stawia nam on stratę jako szansę na nowe odnalezienie siebie, na ponowną refleksję nad dobrem, którego doświadczaliśmy, a które może do tej pory docenialiśmy niedostatecznie. Po każdej nocy nadchodzi bowiem poranek, zwiastowany przez pierwszy promień słońca. Ważne zatem, aby wpatrując się w mrok, nie przegapić światła. Piękne bowiem słowa wypowiedziała moja rozmówczyni: ,,Ważne, byś pamiętał, że z każdą stratą faktycznie przychodzi zmiana, lecz nie tylko świata, a przynajmniej nie ona jest najważniejsza. Za nią powinna iść bowiem także twoja zmiana” – nowe odkrycie tego, jak wiele mam i jak wiele jestem wart.