„Powód do śmiechu dał mi Bóg”

fot. depositphotos.com

„Uśmiechnęła się więc do siebie i pomyślała: «Teraz, gdy przekwitłam, mam doznawać rozkoszy, i mój stary mąż?» Pan rzekł do Abrahama: «Dlaczego to Sara śmieje się i myśli: Czy naprawdę będę mogła rodzić, gdy już się zestarzałam? Czy jest coś, co byłoby niemożliwe dla Pana? Za rok o tej porze wrócę do ciebie, a Sara będzie miała syna»”.

Rdz 18,12-14

Wątek wielkiej obietnicy związanej z potomstwem licznym jak gwiazdy na niebie; wielokrotne zapewnienia o rychłym narodzeniu potomka – Izaaka; wydarzenia na górze Moria, gdzie Pan wymagał od ojca narodów złożenia w ofierze tak długo oczekiwanego syna – te i inne znane nam wydarzenia, pochodzące z Księgi Rodzaju, zwykle wiążemy z osobą Abrahama, ojca wiary. Jednak to wszystko, co spotkało Abrahama, dotyczyło także i jego żony – Sary, gdyż składając obietnicę Abrahamowi, Bóg nie zapomniał również o niej. Powiedział wtedy: „(…) stanie się ona matką ludów i królowie będą jej potomkami” (Rdz 17,16b).

Tekst Księgi Rodzaju mówi, że syn Abrahama i Sary, Izaak, urodził się, gdy jego ojciec miał 100 lat, a matka – 90. Nie wiemy, w jaki sposób był liczony czas, gdy powstawała ta księga, jednak bardziej istotne jest to, co autor chce nam przekazać. Abraham i Sara byli w bardzo podeszłym wieku, a co za tym idzie – trudno było im się już spodziewać potomstwa. Co więcej, po raz pierwszy Bóg objawił Abrahamowi swoją obietnicę, gdy ten miał 75 lat! Zatem z całą pewnością można uważać, że Izaak był bardzo oczekiwanym dzieckiem – Abraham i Sara musieli czekać na niego aż 25 lat!

Klimat regularnych obietnic (por. 12,2.7; 13,16; 15,1-6; 17,1-26; 18,1-33), niepokrywających się jednak z rzeczywistością; postępujące starzenie się; pewna stabilność, przenikająca coraz bardziej w życie rodziny Abrahama – wszystko to osłabiało wiarę małżonków. Może dlatego gdy po raz kolejny słyszą słowa o obiecanym synu, na ich ustach pojawia się uśmiech. Uśmiech skierowany do siebie, będący raczej oznaką refleksji niż drwiną z Bożego słowa. Uśmiech oznaczający pogodzenie się z rzeczywistością. Uśmiech mówiący: „Te słowa są piękne, ale wiem, że już nic się nie zmieni”. Jednak Pan ma inne zdanie.

Izaak się urodzi, a Sara powie: „Powód do śmiechu dał mi Bóg” (21,6a). Tym powodem jest przede wszystkim sam Izaak. Patrząc na syna, Sara może się śmiać ze swojego niedowiarstwa. Może też śmiać się z radości – przecież wydarzyło się to, co wydawało się już niemożliwe. Jednak pojawia się w tym momencie jeszcze jeden istotny szczegół, którego żadne tłumaczenie oddać nie może. W tekście hebrajskim zachodzi delikatna gra słów: imię Izaak (hebr. Sachaq) oznacza „zaśmiał się”, a pełna wersja tego imienia (hebr. Yishaq [‘el]) to „Bóg się śmieje”.

Na niedowiarstwo Abrahama i Sary Bóg odpowiada swoim śmiechem! Nie jest to jednak śmiech zwycięzcy cieszącego się ze swego triumfu. Śmiech Boga jest zawsze błogosławieństwem dla człowieka, radością spełnionej obietnicy. Jest to śmiech małego dziecka kołysanego na rękach uśmiechającej się Sary.