Od przyjemności do świętości

fot. scuolaecclesiamater.org

Jeśli ktoś uważa, że święci stają się nimi zwykle już od urodzenia, to jest w błędzie. Owszem, są takie sytuacje, jednak wielu z nich przemierzyło do świętości długą i krętą drogę. Tak było również w przypadku założyciela Towarzystwa Jezusowego i patrona Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego, żyjącego w XVI wieku – Ignacego z Loyoli. Osobiste doświadczenie Boga pomogło mu radykalnie przemienić nie tylko swoje życie, ale i losy licznych świętych, którzy na przestrzeni ostatnich pięciu wieków obierali jego drogę.

Iñigo López de Oñaz y Loyola pochodził ze szlacheckiej baskijskiej rodziny, której zamek znajdował się w pobliżu miasta Azpeitia. Był najmłodszym dzieckiem z trzynaściorga rodzeństwa. Jego młodość nie zapowiadała tak diametralnej przemiany i wielkiej, a nawet jakiejkolwiek świętości. Nawrócił się, mając 30 lat. Wcześniej, jak podają źródła jezuickie, „był zuchwały i próżny, kuszony i zwyciężany przez pokusy nieczyste, szczególnie oddany hazardowi, miłostkom i pojedynkom”.

Burza zapowiedzią korzyści w przyszłości

Punktem zwrotnym w jego życiu był udział w przegranej bitwie, stoczonej z Francuzami podczas obrony Pampeluny, gdzie został poważnie ranny. Chwilę wcześniej, pragnąc nieśmiertelnej chwały, przekonał dowódców i załogę do obrony twierdzy, która poprzez dysproporcje sił nie mogła się udać. W trakcie ostrzału bronionej fortecy Iñiga dosięgła kula armatnia, druzgocząc mu prawą nogę i poważnie uszkadzając lewą. Po dwóch tygodniach został przetransportowany w lektyce do domu, gdzie jego stan zdrowia ciągle się pogarszał. Nadto okazało się, że noga źle się zrastała i trzeba było ją ponownie łamać. Jego nadszarpnięte zdrowie ulegało destrukcji do tego stopnia, że nie mógł jeść ani pić, a lekarze nie dawali mu szans na przeżycie.

W obliczu śmierci, w wigilię uroczystości św. Apostołów Piotra i Pawła przystąpił do spowiedzi i przyjął „ostatnie” sakramenty. Ku zdziwieniu wszystkich, jeszcze w nocy jego zdrowie zaczęło się poprawiać. Kilka dni później niebezpieczeństwo śmierci minęło. Było to wymowne tym bardziej, że chociaż chory nie wiódł dotychczas życia zgodnego z nakazami wiary, miał jednak szczególne nabożeństwo do św. Piotra. Mając w pamięci to doświadczenie, stwierdził później, że: „Burza, która bez naszej winy przeciw nam się sroży, jest zapowiedzią rychłej korzyści w przyszłości”. Nie można nie zauważyć owych korzyści dla całego Kościoła, które przez to bolesne wydarzenie z życia Ignacego nań spłynęły.

Osobiste doświadczenie Boga pomogło mu radykalnie przemienić nie tylko swoje życie, ale i losy licznych świętych, którzy na przestrzeni ostatnich pięciu wieków obierali jego drogę.

Zbawienna rekonwalescencja

Jako że noga kolejny raz źle się zrosła, była krótsza i wyglądała „nader brzydko”, Iñigo zdecydował się na kolejną, jeszcze bardziej bolesną od wcześniejszych operację. Przez to, że przez dłuższy czas leżał w łóżku, przyniesiono mu książki: Życie Chrystusa oraz Złotą legendę opowiadającą o życiu świętych. Co prawda nie trafiały w jego gusta, lecz do innych nie miał dostępu. Nieco później zapoznał się z lekturą O naśladowaniu Chrystusa, która obok Pisma Świętego już do śmierci została jego ulubioną. Dzieła te sprawiły, że zafascynował się postaciami św. Franciszka i św. Dominika. Rozważania dotyczące ich postępowania doprowadziły go do refleksji: „Święty Dominik zrobił to, więc i ja muszę to zrobić. Święty Franciszek zrobił to, więc i ja muszę to zrobić”. Myśli te narastały, lecz szybko ustępowały miejsca marzeniom „światowym”, a dokładniej, jakim sposobem może zdobyć serce „pewnej damy”. Te odmienne postawy zmagały się w nim przez dłuższy czas. Raz wygrywały te bardziej przyziemne, innym razem znów te boskie. Z biegiem czasu próżne myśli, z którymi podejmował walkę, zaczęły słabnąć, a przyszły święty, trwając w dobrych postanowieniach, uważał, że „wyżej należy cenić zaparcie się swej woli niż wskrzeszania umarłych”.

Uznać za czarne to, co wydaje się białe

Lektury, z którymi się zetknął w czasie choroby sprawiły, że zaczął rozmyślać o swoim przeszłym życiu i dostrzegł, jak wiele musi za nie odpokutować. Wtedy też podjął decyzję, że po odzyskaniu zdrowia uda się na pielgrzymkę do Jerozolimy. Jego bezwzględne oddanie się Chrystusowi i Kościołowi dobrze ilustruje zdanie: „Tak dalece winniśmy być zgodni z Kościołem katolickim, ażeby uznać za czarne to, co naszym oczom wydaje się białe, jeśliby Kościół określił to jako czarne”. Zależało mu na tym, aby w czasach jednego z największych zamętów w historii chrześcijaństwa, jakim była reformacja, Kościół był zrozumiałym, przykładnym i przystępnym dla ludzi, którzy z pokorą szukają Boga. Święty Ignacy wciąż nas zachęca słowem i swoim przykładem, aby podejmować trudy swojego życia, tak jak sam Pan Jezus; żeby trudząc się tak jak On, razem z Nim uczestniczyć w chwale.

fot. scuolaecclesiamater.org