Na życiowym zakręcie

fot. Archiwum prywatne

Siostra Teresa Pawlak ZSAPU, albertynka pracująca w przytulisku dla bezdomnych kobiet, w rozmowie z kl. Krzysztofem Witkiem SCJ dzieli się swoimi doświadczeniami z posługi kobietom znajdującym się na zakręcie życiowym. Opowiada o ich problemach, a także o tym, co daje im nadzieję i jak udaje im się powstać z tragedii.

W jakich miejscach spotyka Siostra kobiety w trudnych sytuacjach życiowych?

Kobiety, które są w trudnej sytuacji, mogą znajdować się w różnych przestrzeniach. Myślę, że każda rodzina jest naznaczona obecnością pań, które mają kłopoty. Dla mnie szczególnie bliskie są trzy miejsca. Obecnie pracuję w przytulisku dla bezdomnych kobiet w Krakowie. Przez rok posługiwałam w Domu Samotnej Matki, w którym były bezdomne mamy w ciąży albo z małymi dziećmi. Z kobietami i ich problemami spotykam się również w areszcie śledczym na Montelupich. Są to dla mnie szczególne miejsca, ponieważ przebywające w nich kobiety doświadczyły w swoim życiu różnego rodzaju krzywd, a przez własne decyzje borykają się z kryzysowymi sytuacjami.

Z jakimi trudnościami się zmagają?

Kiedy patrzę na życie bezdomnych pań, z którymi od 20 lat mam styczność, to zawsze ich największą tragedią i dramatem jest utrata jakiejś relacji albo skrzywdzenie w relacjach dla nich istotnych. Myśl, że nie mają dla kogo żyć lub ten, komu chciały oddać całe życie, okazał się tego niewartym, sprawia im największy ból.

W jaki sposób stara się im Siostra pomóc?

Sądzę, że każda kobieta potrzebuje przede wszystkim prawdziwej relacji. Nie ma złotego środka na to, jak pomóc komuś, kto czuje się skrzywdzony i boryka się z pewnymi trudnościami. Mogą to być bardzo różne problemy: od zdrowotnych, przez uzależnienie, po sytuację bytową. Jednak przede wszystkim jest w nas wielka potrzeba zobaczenia naszej wartości w oczach drugiego człowieka. Dlatego w relacjach z kobietami, z którymi się spotykam, staram się być po prostu siostrą, kimś bliskim. Chcę być w tym autentyczna i wrażliwa. Pamiętam jedno spotkanie z kobietami w areszcie śledczym. Pomogło mi ono zobaczyć, że nie potrzeba się wymądrzać przed drugim człowiekiem, ale wystarczy z nim być. Na tym spotkaniu zapytałam pewną 25-latkę o to, jakie ma plany na przyszłość po wyjściu z aresztu. Odpowiedziała, że nie ma przed sobą żadnej przyszłości, ponieważ jest uzależniona od narkotyków i dożyje może 35 lat, jeśli przestanie ćpać. Miała już tak zniszczony organizm. Zrozumiałam, że ona nie czekała na łatwe pocieszenie. Potrzebowała kogoś, kto nie będzie jej oceniał, wyrzucał tego, co zrobiła, albo mówił, że będzie pięknie i wspaniale. To wydarzenie pokazało mi, jak ważne jest, żeby spotkać się z człowiekiem w tym momencie, w którym on się znajduje. Wytrzymać czasem napięcie, beznadziejność sytuacji i nie uciec, kiedy zrobi się ciężko.

Co według Siostry stanowi najlepszą pomoc dla tych kobiet?

Według mnie, kiedy panie zobaczą, że mają dla kogo żyć, to dzieją się cuda w ich życiu. Jeżeli nie są to najbliżsi, to czasami zostaje jedynie Pan Bóg, dla którego zawsze mają wartość i są ważne. Ciężko jest im to wytłumaczyć, jednak kiedy to zobaczą, jest im dużo łatwiej.

Jak udaje się tym kobietom przezwyciężać trudności?

Niesamowite jest dla mnie to, że Pan Bóg nigdy nie powtarza się w swoim działaniu wśród osób, z którymi mam kontakt. Z sytuacji bez wyjścia potrafi stworzyć piękną historię kogoś, kto naprawdę zmartwychwstaje. Pewnego razu pogotowie przywiozło do nas panią, która nie ważyła nawet 40 kilogramów. Była strasznie zniszczona. Przy przyjęciu do szpitala miała we krwi ponad dwa promile alkoholu. Znaleźli ją w śmietniku, do którego ktoś ją wrzucił. Miała złamaną rękę i nogę. Była poobijana, opuchnięta, nie miała zębów. Niedługo później pojawiły się objawy odstawienia alkoholu. Zupełnie nie wiedziałyśmy, co robić, i bałyśmy się, że po prostu umrze. Jednak zaczęła dochodzić do siebie. Po dwóch miesiącach wyglądała już ładnie, zaczęła chodzić i dbać o siebie.

fot. Archiwum prywatne

Okazało się, że ma córkę i dwóch synów, z którymi nie utrzymywała kontaktu przez trzy lata. Napisała do nich list, w którym dała znać, że w ogóle żyje, ale nie miała jeszcze odwagi przyznać się, gdzie jest. Zdobyła się na to dopiero w kolejnym liście. Od razu zadzwonili do nas i umówili się na odwiedziny. Przyjechała do niej córka z synem. Byłyśmy ciekawe, jak przebiegnie to spotkanie, i po cichu obserwowałyśmy całą sytuację. Kiedy tylko weszli do holu, córka zaczęła płakać, a syn podszedł i pocałował ją w rękę. Było to dla mnie niesamowite i nie wiem, czy byłoby mnie stać na taki gest. Wtedy zobaczyłam, jak wielką moc ma miłość: jeśli kogoś kochamy, to potrafimy zapomnieć i nie unosić się gniewem. Ta miłość dzieci pomogła pani Stasi pójść na terapię, zerwać z uzależnieniem i po pewnym czasie wrócić do swojej rodziny. Może nie była to różowa przyszłość, jednak ta historia pokazała mi, że chociaż nie dawałam tej kobiecie na początku żadnych szans, to miłość wskrzesiła ją z martwych. Nie chodzi tu tylko o jej fizyczność, ale również o relacje, które umierały.

Może Siostra opowiedzieć jeszcze inną historię kobiety, z którą się spotkała?

Chciałabym wspomnieć także o Magdzie, która w wieku 18 lat wylądowała w agencji towarzyskiej. Miała bardzo trudne dzieciństwo. Rodzice byli uzależnieni od alkoholu. Ojciec w zasadzie zapił się na jej oczach, kiedy miała dziewięć lat. Mama zrobiła później z domu melinę. Była wykorzystywana przez partnerów matki, którzy co noc się zmieniali. W wieku 18 lat postanowiła pójść do „pracy”. Chciała się wydostać z tego domu i stwierdziła, że jeśli zatrudni się w agencji towarzyskiej, to będzie robiła to, co do tej pory, ale będą jej za to płacić. Pracowała w tej agencji przez kilka lat. Przyszła do nas, nie mając nic. W trakcie rozmowy okazało się, że Magda miała klienta, dzięki któremu podjęła taką decyzję. Spotykał się z nią systematycznie i płacił jej za czas, który z nim spędzała, ale też zamawiał kolację, podczas której siedzieli razem i rozmawiali. Przy kolejnym takim spotkaniu zadał jej pytanie, czy chce tak przeżyć swoje życie, pokazał jej, że jest młoda i może coś zmienić. Spojrzenie na nią z szacunkiem sprawiło, że zobaczyła siebie inaczej. Zobaczyła kogoś, kto ma marzenia, wartość i jeszcze wiele może w swoim życiu zrobić. Wiara tego mężczyzny w to, że ona może zmienić swoje życie, sprawiła, że rzeczywiście zaczęła się zmieniać. Kiedy trafiła do nas, zerwała kontakt z tym mężczyzną i starym środowiskiem. Musiała stoczyć trudną walkę, żeby spełnić swoje marzenie. Podjęła pracę, terapię, zaczęła zarabiać na życie w inny sposób niż do tej pory. To pomogło jej wyjechać z Krakowa, znaleźć pracę gdzieś indziej i zupełnie zmienić styl życia. Tu znowu wracamy do tego, że ona zobaczyła swoją wartość w czyichś oczach i ktoś ją potraktował z godnością i szacunkiem, choćby tym „kimś” był klient agencji towarzyskiej. Te kobiety pokonują naprawdę różne trudności, kiedy uwierzą, że są warte kochania i same potrafią kochać.

Dlatego w relacjach z kobietami, z którymi się spotykam, staram się być po prostu siostrą, kimś bliskim.

W jaki sposób Pan Bóg działa w życiu tych kobiet?

Mówimy, że jak trwoga – to do Boga. Nie zawsze jest to prawda. Mam doświadczenie w pracy z paniami, którym daleko jest do Pana Boga. Nie dlatego że Bóg jest zły. Jednak historia życia i sytuacje, w których zostały skrzywdzone lub same skrzywdziły, nie pomagają im wierzyć, że w życiu jest jeszcze możliwe dobro. To sprawia, że przestają postrzegać Boga jako kogoś, kto je kocha. Widzą tylko sędziego, który będzie karał. Niezwykłe są dla mnie momenty w przytulisku, kiedy panie po wielu latach chcą skorzystać z sakramentu pokuty i pojednania, żeby móc pójść do Komunii Świętej. Dla mnie to jest namacalny znak działania Pana Boga w ich życiu. Chcą Go spotkać i mogą doświadczyć, że On je kocha takimi, jakie są. Nie negują tego, co zrobiły, ale wiedzą, że to, kim są, nie jest tym, co zrobiły. Tak sobie myślę, że nawet jeżeli niczego innego by u nas nie dostały, a pojednały się z Panem Bogiem, to jest to dowód, że Pan Bóg się o nie ciągle troszczy. Bóg ma wspaniałe pomysły, jak dotrzeć do tych pań, nawet jeżeli one już nie wierzą, że coś dobrego może się wydarzyć w ich życiu.

Spór o wartości

Spór o wartości

Jakże cennym darem od Boga są różnice między nami. Niestety, niejednokrotnie stają się one granicami umocnionymi wysokim murem wrogości, który oddziela, zamiast łączyć i budować dobro w naszych wspólnotach.

Wierność miłości

Wierność miłości

Wierność często kojarzy się z brakiem wolności, a hierarchię wartości postrzega się jako zbyt ciasny gorset, w który w dodatku zostaliśmy na siłę wciśnięci, bo narzucono nam go w tym „opresyjnym, katolickim kraju”.

Trzeba kompromitować zło…

Trzeba kompromitować zło…

Obserwując czasem tych, którzy w sztafecie pokoleń idą za nami, mamy ochotę podwinąć rękawy, zacisnąć pięści i wymierzyć sprawiedliwość. Błędy, grzechy, zło – to wszystko nie może przecież pozostać bezkarne.