Jedna dusza w dwóch ciałach

fot. crossroadsinitiative.com

Nie sposób zliczyć wielkich przyjaźni, które miały wpływ na kształt Kościoła. Znanym wszystkim przykładem ze współczesnej historii może być głęboka relacja, która łączyła chociażby św. Jana Pawła II z bł. Stefanem kardynałem Wyszyńskim. Możemy odnaleźć wiele podobnych przykładów na przestrzeni wieków. Niewątpliwie pociągały one do działania i świętości samych przyjaciół, jak również niejednokrotnie miały wpływ na dalsze losy Kościoła i świata. Wzorcowym przykładem pięknej przyjaźni jest relacja żyjących w IV wieku świętych teologów i ojców Kościoła: Grzegorza z Nazjanzu i Bazylego Wielkiego. Towarzyszące im wzniosłe uczucie jednoczyło i pociągało ich do doskonałości.

Wiemy, że bardzo dobrze się uzupełniali. Święty Bazyli górował nad św. Grzegorzem energią, stanowczością, jak również autorytetem w środowisku studenckim. Natomiast św. Grzegorz wnosił do spółki większe zdolności intelektualne. Obaj urodzili się ok. 330 roku w Kapadocji, znajdującej się w południowo-wschodniej części Azji Mniejszej, czyli w jednym z najważniejszych wówczas chrześcijańskich ośrodków. Przyjaźń połączyła ich jednak w Atenach, gdzie jako młodzi ludzie zdobywali wiedzę filozoficzną i retoryczną. Tam również zapragnęli całkowicie poświęcić się życiu pustelniczemu. Ich plany zrealizowały się tylko częściowo, ponieważ św. Bazyli szybko został biskupem Pontu i Cezarei, natomiast św. Grzegorz biskupem miasta Sasima.

Cena przyjaźni

Ten właśnie epizod z ich życia pokazuje, że niejednokrotnie przyjaźń jest również trudna i bolesna. Mogą nią targać różne dylematy i różnice zdań. Dramatycznym momentem w znajomości obu kapłanów była właśnie niezrozumiała decyzja metropolity Kapadocji – św. Bazylego o nominacji św. Grzegorza na biskupa, przekreślająca jego marzenia o życiu monastycznym, którego tak bardzo pragnął. Sam o niej wspominał kilka lat po śmierci swego przyjaciela, że tego bólu, nadużytego zaufania i krzywdy nie mógł usunąć nawet czas. Biskup Cezarei chciał przywrócić poprzez tę nominację jedność administracyjną powierzonej mu metropolii, a św. Grzegorz z Nazjanzu był w jego opinii najlepszą do tego osobą. Dla dobra Kościoła był w stanie poświęcić nawet przyjaźń, której ta próba oczywiście nie nadszarpnęła.

Obaj mieli również skrajnie odmienne zdania na temat wspólnej edukacji w Atenach. Święty Grzegorz określa ten czas jako ukochany i złoty, będący wyjątkowym w jego życiu, natomiast św. Bazyli postrzegał ten okres zupełnie inaczej, nazywając go ułudą szczęścia. Tak różne oceny nie wpływały negatywnie na ich wyjątkową, trwającą już dozgonnie relację.

Dobra rywalizacja

Trzeba zauważyć, że ta znajomość nie ciągnęła ich w dół, ale zdecydowanie porywała w górę. Nie wzbudzała podziałów, lecz dążyła do coraz doskonalszej jedności. Święty Grzegorz stwierdził, że byli „jakby jedną duszą w dwóch ciałach”. Pamiętajmy, że ich życie przypadało na burzliwy okres w Kościele, w którym co rusz rodziły się nowe herezje i sekty. Próbie ogniowej były poddawane m.in. boskość Chrystusa i Ducha Świętego, przejawiające się w błędach arianizmu i pneumatomachii. Można powiedzieć, że w zwalczaniu tych wad siłą argumentów nawzajem się prześcigali. Była to jednak wyjątkowa rywalizacja, ponieważ jeden dla drugiego był inspiracją, dzięki czemu doskonale się uzupełniali. Święty Grzegorz przyznawał, że św. Bazyli podsuwał mu wiele tematów do przemówień, bo jak nikt był dumny z mów swojego przyjaciela.

fot. crossroadsinitiative.com

Gorliwość o dom Boży

Nie można pominąć również faktu, że ich przyjaźń nie zajmowała miejsca należnego Panu Bogu, lecz wyraźnie ich obu ku Niemu pociągała. Relacja ta była podporządkowana Stwórcy do tego stopnia, że nawet śmierć św. Bazylego nie odciągnęła św. Grzegorza od mów w obronie boskości Chrystusa. Gorliwość o dom Boży i choroba nie pozwoliły mu być na pogrzebie swego przyjaciela. Tak bardzo pochłonęło go zwalczanie arianizmu w Konstantynopolu, że mowę pogrzebową na cześć św. Bazylego wygłosił w… trzecią rocznicę jego śmierci, tj. w 379 roku. Niemożność opuszczenia Konstantynopola i pośpiesznego udania się do Cezarei, aby uczestniczyć w uroczystościach pogrzebowych, zapewne potęgowały ból po stracie najbliższego przyjaciela. Swoje zachowanie tłumaczył, że nie z lekceważenia zabrakło jego osoby na pogrzebie, ale z pięknego przymusu obrony zagrożonej prawowierności. Wierzył, że to było wolą Bożą. Doświadczenie tęsknoty znalazło ujście w twórczości, której fragment przytoczony jest w liturgii godzin przypadającej na dzień 2 stycznia. Wtedy to właśnie Kościół czci swoich biskupów i doktorów.

Pogodzić się ze stratą

Pogodzić się ze stratą

Słysząc słowo „żałoba”, myślimy najczęściej o czasie następującym po śmierci bliskiej nam osoby. Opłakujemy jej odejście, uczymy się żyć na nowo bez niej. Towarzyszą nam wtedy różne uczucia: smutek, niedowierzanie w prawdziwość tej sytuacji, gniew.