fot. depositphotos.com

Odkąd przyglądam się i prowadzę rozmowy przy szpitalnych łóżkach, zaczynam zdawać sobie sprawę z rzeczy istotnej, a mianowicie z tego, że cierpienie w czasie choroby ma dwa oblicza. Jedno z nich, namalowane jest na twarzach osób zmęczonych niemocą, które walczą, ile sił o własne życie, oraz drugie – to wpisane w oczy osób, które kochają i nie wyobrażają sobie siebie bez obecności osoby, której życie wyniszcza choroba. Wydaje mi się, że to właśnie ich, tych cichych towarzyszy cierpienia, winniśmy zapytać o to, jak bezcenne jest życie, ponieważ to oni każdego dnia próbują na różnoraki sposób zaciągnąć dług miłości, by zapłacić nim choć za minutę uśmiechu na twarzach swoich bliskich.

Życie upragnione

,,Marysia ma dziesięć miesięcy i choruje na rdzeniowy zanik mięśni typu pierwszego. Jest to najcięższa odmiana, w której dzieci nie podnoszą głowy, nie siedzą, nie chodzą” – dla młodej matki taka diagnoza to ogromny ból. ,,W jej rdzeniu brakuje białka, który daje impuls mięśniom do wykonywania ruchu – opowiada mi Marta – u niej tego impulsu nie ma. Jej mięśnie po prostu zanikają”. Pierwsze kilka zdań, a mojej rozmówczyni słowa więzną w gardle. Dopiero po krótkim milczeniu słyszę zdanie wypowiedziane drżącym głosem: ,,Ta choroba powoli wyniszcza jej organizm”. Myślę, że doświadczenie niepohamowanego pragnienia życia i niemocy względem własnej słabości jest dobrze znane wszystkim, na których drodze niespodziewanie stanęła choroba. Czy jednak możemy przezwyciężyć to rozdarcie? Czy jesteśmy w stanie ukoić naszą niemoc i przekuć ją w nową siłę, nie poddając się zwątpieniu? Tylko świadomość wartości własnego życia pozwala nam stoczyć o nie walkę. W tej sytuacji ważne, by pamiętać, że nie istniejemy tylko dla siebie, ponieważ my, choć może słabi, jesteśmy darem dla innych – nawet w chorobie możemy stać się przyczyną łez radości w oczach tych, którzy marzą o tym, byśmy przeżyli z nimi jeszcze wiele, tak upragnionych przez nich chwil. W rozmowie z panią Martą urzekł mnie jej sposób opowiadania, który głęboko obrazuje przeżycia osób współcierpiących ze swoimi bliskimi. Proste zdanie: ,,Nie udało nam się zwyciężyć z infekcją” – mówi o doświadczeniu Marysi, z którym matka jednoczy się w sposób nierozerwalny. Zapewnia, że nie jest to tylko cierpienie jej córki – jest to bowiem doświadczenie całej rodziny.

Tylko świadomość wartości własnego życia pozwala nam stoczyć o nie walkę.

Pragnienie na miarę miłości

Chęć ocalenia życia tych, których kochamy, niejednokrotnie wiąże się z ogromnymi kosztami, także tymi materialnymi. Jednak nawet to nie sprawia, że zastygamy w beznadziei, wręcz przeciwnie, działamy na miarę naszej miłości. ,,Sam lek dla córki kosztuje osiem milionów złotych – zwierza się Marta – jest to dla naszej rodziny kwota nieosiągalna”. Chęć podzielenia się z córką pięknem zdrowego życia często pobudza rodziców do marzeń, na które nie zdobyliby się w normalnej sytuacji. Stąd wypływa niezrozumienie, z którym spotykają się rodzice walczący o własne dzieci, ze strony ludzi, którzy takiej konieczności nie doświadczyli. ,,Tylko osoby, które nie mają chorego dziecka – opowiada – mogą powiedzieć: Skoro masz lek refundowany, to po co Ci ten za 8 milionów? Ludzie nie rozumieją, że lek dostępny w Polsce wzmacnia gen prawidłowy, zaś lek amerykański działa na gen wadliwy”. To głęboko ukazuje różnicę między troską wypływającą z ludzkiego współczucia, od tej mającej swoje źródło w czystej miłości. Ona podkreśla, że kochać, to nie znaczy poprzestawać na tym, co konieczne, lecz zabiegać nawet o to dobro, które przekracza nas, wychodzi daleko poza nasze rozumowe możliwości.

Życie na licytacji

Jak więc znaleźć środki na coś tak niewycenionego jak życie? Po raz kolejny dochodzę do wniosku, że tylko bezinteresowność i troska o drugiego człowieka podsuwa najlepsze rozwiązania. ,,Moje kuzynki postanowiły, że ruszą z licytacjami – słyszę z ust Marty, na której twarzy nagle pojawił się blask entuzjazmu – podjęły decyzję, że będą robić choinki, ozdoby świąteczne, zorganizują kiermasze. Na licytację wystawiają dosłownie wszystko”. Czy to nie budujące, że kruchość życia jednego człowieka potrafi tak zbliżyć do siebie ludzi bezinteresownych i pełnych dobrych chęci? Jednakże zaangażowanie jest zauważalne także ze strony osób nieznających osobiście Marysi: ,,Jedna fryzjerka dla naszej córki wystawiła na licytację strzyżenie męskie. Proszę sobie wyobrazić, że cena ostateczna osiągnęła tysiąc czterysta złotych”.

fot. depositphotos.com

”. Takie gesty objawiają hojność serca i wrażliwość na niedolę. Ona pozwala lepiej zrozumieć wartość życia, pobudza zwykłych ludzi do niezwykłych czynów. Ten przykład celnie ukazuje, że każda rzecz ofiarowana bezinteresownie dla życia i dobra człowieka, w naszych oczach ma dużo potężniejszą wartość. Dzięki temu lepiej rozumiemy, że celem naszego życia nie jest realizowanie naszych pragnień, lecz niesienie dobra i miłości innym. Tylko doświadczenie zaangażowania innych pozwala nam wierzyć we własne możliwości i w moc naszego życia, a tylko świadczenie miłości pozwala nam uświadomić sobie, że jesteśmy cenni, bo możemy kochać.

Spór o wartości

Spór o wartości

Jakże cennym darem od Boga są różnice między nami. Niestety, niejednokrotnie stają się one granicami umocnionymi wysokim murem wrogości, który oddziela, zamiast łączyć i budować dobro w naszych wspólnotach.

Wierność miłości

Wierność miłości

Wierność często kojarzy się z brakiem wolności, a hierarchię wartości postrzega się jako zbyt ciasny gorset, w który w dodatku zostaliśmy na siłę wciśnięci, bo narzucono nam go w tym „opresyjnym, katolickim kraju”.

Trzeba kompromitować zło…

Trzeba kompromitować zło…

Obserwując czasem tych, którzy w sztafecie pokoleń idą za nami, mamy ochotę podwinąć rękawy, zacisnąć pięści i wymierzyć sprawiedliwość. Błędy, grzechy, zło – to wszystko nie może przecież pozostać bezkarne.