Dzielmy się chlebem

fot. donboscosalesianportal.org

Dziś będziemy analizowali drugą część Ojcze nasz – tę, w której przedstawiamy Bogu nasze potrzeby. Tę drugą część rozpoczyna słowo pachnące codziennością – chleb.

Modlitwa Jezusa rozpoczyna się od pilnej prośby, która przypomina błaganie żebraka: „Chleba naszego powszedniego daj nam!”. Ta prośba bierze się z oczywistości, o której często zapominamy, a mianowicie – że nie jesteśmy istotami samowystarczalnymi i że potrzebujemy codziennie się odżywiać.

Pismo Święte pokazuje nam, że dla wielu ludzi spotkanie z Jezusem rozpoczęło się od prośby. Chrystus nie żąda wyrafinowanych wezwań, przeciwnie – cała ludzka egzystencja ze swoimi najbardziej konkretnymi i codziennymi problemami może stać się modlitwą. W Ewangeliach znajdujemy mnóstwo żebraków, którzy błagają o uwolnienie i zbawienie. Jedni proszą o chleb, drudzy o wyzdrowienie; niektórzy o oczyszczenie, inni o wzrok albo o to, by mogła odżyć bliska osoba… Jezus nigdy nie przechodzi obojętnie obok tych próśb i tych bólów.

A zatem Chrystus uczy nas, byśmy prosili Ojca o chleb powszedni. I uczy nas, byśmy robili to razem z wieloma mężczyznami i kobietami, dla których ta modlitwa jest wołaniem – często bezgłośnym – towarzyszącym codziennemu lękowi. Ileż matek i iluż ojców, jeszcze dzisiaj, idzie spać, zadręczając się, że nie mają wystarczającej ilości chleba na następny dzień dla swoich dzieci! Wyobraźmy sobie odmawianie tej modlitwy nie w bezpiecznym i wygodnym mieszkaniu, ale w ubóstwie pomieszczenia, do którego trzeba się przystosować, gdzie brakuje tego wszystkiego, co niezbędne do życia. Słowa Jezusa nabierają nowej mocy. Modlitwa chrześcijańska zaczyna się na tym poziomie. Nie jest to ćwiczenie dla ascetów; wychodzi z rzeczywistości, z serca i ciała osób potrzebujących lub dzielących warunki z tymi, którym brak tego, co konieczne do życia. Nawet najbardziej podniośli mistycy chrześcijańscy nie mogą obejść się bez tej prostej prośby: „Panie, spraw, abyśmy my i wszyscy mieli dziś potrzebny chleb”. I „chleb” oznacza też wodę, lekarstwa, mieszkanie, pracę… Prosimy o to, co konieczne do życia.

Chleb, o który chrześcijanin prosi w modlitwie, nie jest „mój”, ale „nasz”. Tak chce Jezus. Uczy nas, byśmy prosili o niego nie tylko dla siebie, ale dla wszystkich braci na świecie. Jeśli nie modlimy się w ten sposób, Ojcze nasz przestaje być modlitwą chrześcijańską. Jeśli Bóg jest naszym Ojcem, jak możemy stanąć przed Nim, nie trzymając się za ręce? My wszyscy. I jeśli chleb, który On nam daje, kradniemy sobie nawzajem, jak możemy mówić, że jesteśmy Jego dziećmi? Ta modlitwa ma w sobie postawę empatyczną, postawę solidarną. W moim głodzie odczuwam głód tłumów, dlatego będę prosił Boga, dopóki ich prośba nie zostanie spełniona. W ten sposób Jezus uczy swoją wspólnotę, swój Kościół, przedstawiać Bogu potrzeby wszystkich: „Wszyscy jesteśmy Twoimi dziećmi, Ojcze, zmiłuj się nad nami!”. I teraz dobrze nam zrobi, gdy pomyślimy chwilę o wygłodzonych dzieciach. Pomyślmy o dzieciach w krajach, gdzie toczy się wojna: o głodnych dzieciach w Jemenie, o głodnych dzieciach w Syrii, o głodnych dzieciach w tylu krajach, w których nie ma chleba, w Sudanie Południowym. Pamiętajmy o tych dzieciach i, myśląc o nich, wypowiedzmy wspólnie, głośno słowa modlitwy: „Ojcze, chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Wszyscy razem.

Poprzez cud rozmnożenia chlebów (por. Mt 14,13-21) Jezus chce wychować swoich przyjaciół dnia wczorajszego i dzisiejszego do logiki Boga: logiki brania odpowiedzialności za drugiego.

Chleb, o który prosimy Pana w modlitwie, jest tym samym, który kiedyś nas oskarży. Zarzuci nam, że jesteśmy zbyt mało przyzwyczajeni łamać go z osobami z naszego otoczenia, że jesteśmy zbyt mało przyzwyczajeni dzielić się nim. Był to chleb podarowany ludzkości, a tymczasem został zjedzony tylko przez niektórych – miłość nie może tego znieść. Nasza miłość nie może tego znieść i również miłość Boża nie może znieść tego egoizmu, którym jest niedzielenie się chlebem.

Pewnego razu stanął przed Jezusem wielki tłum, byli to ludzie głodni. Chrystus zapytał, czy ktoś coś ma, i znalazło się tylko jedno dziecko gotowe podzielić się swoimi zapasami – pięcioma chlebami i dwiema rybami. Jezus pomnożył ten wielkoduszny gest (por. J 6,9). To dziecko zrozumiało lekcję zawartą w Ojcze nasz, że żywność nie jest własnością prywatną. Wbijmy to sobie do głowy: żywność nie jest własnością prywatną, lecz darem opatrznościowym, którym mamy się dzielić, z łaską Bożą.

Prawdziwym cudem, którego dokonał Jezus tego dnia, jest nie tyle rozmnożenie, prawdziwe, co dzielenie się: „Dajcie, co macie, a uczynię cud”. On sam, rozmnażając ten ofiarowany chleb, uprzedził ofiarę z siebie w Chlebie eucharystycznym. Tylko Eucharystia jest bowiem w stanie zaspokoić głód nieskończoności i pragnienie Boga, które ożywia każdego człowieka, również w poszukiwaniu chleba powszedniego.

Audiencja generalna w Rzymie

27 III 2019

Trzeba kompromitować zło…

Trzeba kompromitować zło…

Obserwując czasem tych, którzy w sztafecie pokoleń idą za nami, mamy ochotę podwinąć rękawy, zacisnąć pięści i wymierzyć sprawiedliwość. Błędy, grzechy, zło – to wszystko nie może przecież pozostać bezkarne.