Czy świat jest mnie wart?

fot. unsplash.com

Słowo najczęściej jest słyszalne, lecz najbardziej dotyka, gdy przekraczając próg mowy, staje się dostrzegalne gołym okiem. Zwłaszcza wtedy gdy nie mieści się ono w pojęciu miłości, lecz zdaje się promienieć z człowieka, mówić człowiekiem. Wtedy gdy obietnica staje się rzeczywistością, a czułość przycisza głos, aby pozwolić, by to ten drugi zapełniał ciszę dostrzeganym przez siebie sensem. Nietrudno pobłądzić w znaczeniu słów, zdań, a zatem o ile łatwiej pogubić się w rozumieniu człowieka. Sami bowiem tego doświadczamy – głodu zrozumienia – a co za tym idzie, potrzeby, by odnaleźć osobę, z której uśmiechu moglibyśmy wyczytać bezwarunkową miłość i bezinteresowną troskę. Pragniemy być rozumiani, bowiem do rozumienia oddajemy drugiemu człowiekowi coś najcenniejszego, co nas stanowi, a mianowicie – nasz najczulszy poemat o świecie, którego nie chcemy narazić na pohańbienie.

Widząc ludzi…

,,W swoim życiu spotkałam wielu ludzi, którzy uważali, że dobrze mnie znają… Dbałam o ich zdanie, bo tylko ich miałam”. Julka to młoda kobieta, która mieszkała w wielu miejscach, zanim odnalazła takie, które będzie mogła nazwać domem; kobieta, która (jak twierdzi) ,,słyszała wiele słów, ale widziała niewiele spełniających się marzeń”; oraz ta, która przez wielu traktowana była z miłością, lecz przez nikogo nie poczuła się ukochana. Wychowała się w domu dziecka, jej rodzice porzucili ją zaledwie kilka miesięcy po narodzeniu w jednym z przytułków. Ma za sobą trudne dzieciństwo otoczone rówieśnikami, z którymi łączyły ją tylko obowiązujące w domu dziecka układy, i kilka głębszych relacji, które na dłuższą metę okazały się wielkimi słowami puszczonymi na wiatr. ,,Jedyne, czego wtedy potrzebowałam, to osoby, która byłaby szczera, nie poprzez mówienie mi prawdy (bo takich osób nie brakowało), lecz poprzez staranie się o to, by jej piękno mogło stać się i moim udziałem. Wielu z tych chwil bardzo żałuję, lecz teraz wiem, że człowiek nie może żyć bez miłości i zrozumienia. Gdy tego zaczyna mu brakować, wariuje, byle tylko choć w części zrekompensować sobie ten brak”. Jej doświadczenie mówi o głębokiej naturze miłości rodzinnej, która nie polega jedynie na dobrym samopoczuciu, przyjaznej atmosferze i cieple ogniska domowego. To niewiele by znaczyło bez powołania, które staje przed każdym z członków rodziny, powołania do stawania się Kochającym i Kochanym; do obdarzania sobą drugiego człowieka oraz przyjmowania drugiego w jego niezwykłości. Brak zrozumienia rani bowiem dotkliwie mnie jako Kochającego, który w swojej niedoskonałości pukam jedynie do drzwi serca swojego bliźniego, nie otrzymując zaproszenia, by wejść do środka.

Nietrudno pobłądzić w znaczeniu słów, zdań, a zatem o ile łatwiej pogubić się w rozumieniu człowieka.

… a szukając c(C)złowieka

,,Czułam się odtrącona i na różne sposoby starałam się «zasłużyć» na miłość innych”. Nie przyniosło to jednak efektów. Na szczęście Julia nie jest tą, której historia kończy się tragicznym morałem. Gdy straciła bowiem nadzieję, spotkała chłopaka, którego z uśmiechem na ustach nazywa ,,człowiekiem” – to bowiem on pokazał jej, czym jest prawdziwy dom i bezwarunkowa akceptacja. On też rozpoczął jej drogę do odkrycia ,,Człowieka” – Boga. Doświadczenie ludzkiej miłości i ciepła otworzyło ją tak mocno, że zaczęła zadawać sobie pytanie: ,,Skąd ci ludzie biorą siłę na wierność, gdy inni, których spotykałam, słowa pogardy mieli najczęściej na końcu języka?”. A zatem i sama ludzka serdeczność, dla wielu być może prozaiczna, staje się dla niektórych drogą poznania Boga. Stąd zaś już bardzo blisko do osobistego zrozumienia, że miłość jest zawsze bezwarunkowa, wyrozumiała i wierna. My natomiast nie zawsze potrafimy dostrzec to w swoim życiu. Czułość, której niejednokrotnie doświadczamy, wiążemy z naszymi godnymi pochwały cechami charakteru, pobożnością lub zdrowiem fizycznym – z nich czyniąc przyczynę akceptacji. Niestety, nasze cechy charakteru mogą ulegać mniejszym lub większym zmianom, często niezależnym od nas; pobożność, którą się odznaczamy, może zostać uznana za pustą; a zdrowie – jak tego doświadczamy – jest po prostu ulotne. Czy więc tracąc to wszystko, tracimy szansę na bycie Kochanymi?

On mnie czy ja jego?

Odwołam się do tytułu tego artykułu, który może w sposób niebezpośredni, ale nawiązuje do problemu niezrozumienia. W umysłach ludzi, którzy noszą na swoich barkach ten ciężar, pojawiają się bowiem najczęściej te dwa pytania (jedno z nich – zawarte w tytule – zadawała sobie przez wiele lat Julka): Czy świat jest wart mnie? Czy ja jestem wart tego świata? Doświadczenie mojej rozmówczyni jest cenne, lecz podczas rozmów prowadzonych z chorymi w pobliskim szpitalu zaobserwowałem, że zdecydowanie częstsze jest tam to drugie pytanie. Czy bowiem jako obłożnie chory, mniej energiczny niż kiedyś, nadal jestem komuś potrzebny, skoro tak wiele bliskich mi osób często nie jest w stanie nawet mnie zrozumieć? Miłość nie jest układem ani wymianą dóbr. Nie kładzie swoich fundamentów na miałkim gruncie naszych pompatycznych obietnic, dobrze rokujących prognoz czy zamglonym przeświadczeniu o tym, że jesteśmy idealni. Miłość przenika człowieka i zna go dogłębnie – to, co w nim wartościowe, jak również to, co nadal upada. I nie zraża się tym. Miłością bowiem jest sam Bóg!

fot. unsplash.com

Spór o wartości

Spór o wartości

Jakże cennym darem od Boga są różnice między nami. Niestety, niejednokrotnie stają się one granicami umocnionymi wysokim murem wrogości, który oddziela, zamiast łączyć i budować dobro w naszych wspólnotach.

Wierność miłości

Wierność miłości

Wierność często kojarzy się z brakiem wolności, a hierarchię wartości postrzega się jako zbyt ciasny gorset, w który w dodatku zostaliśmy na siłę wciśnięci, bo narzucono nam go w tym „opresyjnym, katolickim kraju”.

Trzeba kompromitować zło…

Trzeba kompromitować zło…

Obserwując czasem tych, którzy w sztafecie pokoleń idą za nami, mamy ochotę podwinąć rękawy, zacisnąć pięści i wymierzyć sprawiedliwość. Błędy, grzechy, zło – to wszystko nie może przecież pozostać bezkarne.