Ból samotności

fot. unsplash.com

W tym numerze chcielibyśmy przedstawić wam historię Zofii, która była chora na COVID-19. Jest to przykład osoby, która musiała się zmierzyć nie tylko z groźnym wirusem, ale również z samotnością i przebywaniem w szpitalu pośród innych zarażonych, walcząc o życie z dala od swoich najbliższych. Historia ta pokazuje prawdę o tym, co ta samotność w niej spowodowała, a także, co pomogło jej znaleźć nadzieję i odzyskać sens życia oraz siłę.

Pragnę się krótko podzielić z czytelnikami moimi osobistymi doświadczeniami, spostrzeżeniami i wnioskami płynącymi z ponad ośmiotygodniowego pobytu w szpitalu, do którego trafiłam w listopadzie z powodu zakażenia koronawirusem.

Kiedy stwierdzono u mnie COVID-19 i musiałam się udać do szpitala, nie mogłam sobie z tym poradzić. Po prostu nie byłam na to przygotowana – zawsze między ludźmi, a zwłaszcza w otoczeniu mojej kochanej rodziny i przyjaciół. Gdy zostałam nagle wyrwana ze swojego codziennego życia, pozbawiona bliskich mi osób oraz codziennych obowiązków, wydawało mi się, jakby cały dotychczasowy świat po prostu runął. Jednak doświadczenie to dało mi sporo do myślenia. Przede wszystkim jak kruche i ulotne jest ludzie życie, które niektórzy tak pieczołowicie bronią. Zaczęłam doceniać to, co mam i jakim jest to dla mnie nieocenionym darem. Po pobycie w szpitalu odkryłam również, jakimi niesamowitymi źródłami energii są: rodzina, bliscy, drugi człowiek w szpitalnym pokoju oraz personel medyczny, a także kapelan, który tam posługuje.

Z powodu tzw. „zamrożenia”, które obowiązywało w szpitalu od wielu miesięcy, odwiedziny najbliższych były zupełnie wykluczone. Nic tak destrukcyjnie nie wpływa na człowieka, jak myśl, że jest się zupełnie samotnym, że nie ma nikogo, dla kogo coś się znaczy i dla kogo warto żyć. To uczucie jest boleśniejsze niż ból fizyczny, którego możemy się pozbyć za pomocą środków medycznych. Jednak na ten ból duchowy – jak zdawało mi się w tamtym momencie – nie było żadnego lekarstwa. Zrodziło się we mnie kilka pytań. Jak przeżyć ten trudny okres drastycznych ograniczeń, zachowując wewnętrzny pokój, który realnie wpływa na ogólny stan zdrowia, zarówno fizycznego, jak i psychicznego? Jak ważny jest w tym czasie kontakt, choćby telefoniczny, z najbliższymi – rodziną i bliskimi? Jak istotna jest potrzeba osobistego kontaktu z kapelanem?

Jedynymi osobami, z jakimi miałam styczność, był personel medyczny i kapelan. To właśnie dzięki obecności tego ostatniego przetrwałam ten ciężki czas. Sakramenty, modlitwa, dobre słowo – to wsparcie duchowe, które zaowocowało nie tylko w moim, ale także i w życiu innych pacjentów niesamowitymi działaniami, przynosząc ulgę w cierpieniu chorym, którzy po raz pierwszy od niepamiętnych czasów zostali odcięci od swoich bliskich – dzieci, rodziców, dziadków, przyjaciół. Teraz wiem, że tylko dzięki Bogu, który działał za pośrednictwem swojego sługi, byłam w stanie przetrwać ten ból samotności i doświadczyć Bożej miłości oraz tego, że Bóg jest zawsze z nami.

Moje życie bez Boga

Moje życie bez Boga

Byłam wychowana w miłości i miałam piękne dzieciństwo. Dorastanie jednak okazało się trudne, bo choć czułam się kochana, to nikt nie był w stanie wypełnić mojej tęsknoty za ojcem. Miałam ojca, owszem, lecz był on obecny tylko ciałem, nie duchem. W moim sercu była pustka.

Słowo w temacie

Słowo w temacie

fot. depositphotos.com„«Oto twoja szwagierka wróciła do swego narodu i do swego boga – powiedziała Noemi do Rut – wracaj i ty za twą szwagierką». Odpowiedziała Rut: «Nie nalegaj na mnie, abym opuściła ciebie i abym odeszła od ciebie, gdyż: gdzie ty pójdziesz, tam ja...

Gedeon jako mistrz zawierzenia

Gedeon jako mistrz zawierzenia

Opowiadania o bohaterskich czynach takich postaci jak Gedeon stawiają sobie za cel ukazanie reakcji Boga na postępowanie Izraela. Za każdym razem, gdy naród wybrany odwraca się od Boga i oddaje cześć bożkom lub zawiera sojusze z obcymi narodami, spotyka go kara.