fot. rawpixel.com

„Spraw, aby cały naród i każde pokolenie poznało i wiedziało, że Ty jesteś Bogiem, Bogiem wszelkiej potęgi i mocy, i że nie ma nikogo innego prócz Ciebie, kto by tarczą osłonił lud izraelski” (Jdt 9,14).

Pochylając się nad opowiadaniem o Judycie, które swoją formą, stylistyką i treścią raz za razem kieruje nasze myśli ku historiom bohaterskim, nieraz słyszanym lub czytanym przez nas w dzieciństwie, zauważamy, że nie jest to w pewnym sensie księga typowo biblijna. Ma swój oryginalny styl i ideę, zachowaną w ukryciu pod warstwą niemalże fantastycznej historii o skromnej wdowie, która potrafiła zatrzymać potęgę zbrojną, siejącą spustoszenie w całym ówczesnym świecie.

Rozwikłanie zagadki Księgi Judyty należy rozpocząć od przyjrzenia się kontekstowi, w którym rodzi się ten utwór literacki. Badacze Biblii wskazują na względnie „młody” wiek księgi – powstała ona bowiem około II wieku przed Chrystusem, gdy Izrael znajdował się pod panowaniem greckim, ścierał się z obcą sobie kulturą i religią oraz był zmuszony do stawiania jej czoła nawet za cenę życia najlepszych przedstawicieli narodu. Opowiadanie o bohaterstwie kobiety oraz o zwycięstwie przychodzącym niespodziewanie i w sposób najmniej prawdopodobny mogło zapewne stanowić zachętę i motywację do trwania w wierze przodków i nadziei na wybawienie z rąk nieprzyjaciela. Jednak do tego nie ogranicza się bogactwo treści Księgi Judyty.

Ręka skromnej kobiety okazała się silniejsza od ręki wielkiego króla.

Przyjrzenie się postaciom, miejscom oraz czasom, w których rozgrywa się akcja, prowadzi do niespodziewanego odkrycia – liczne fragmenty opowiadania jakby nie pasują do siebie, np. król Nabuchodonozor nie mógł panować w Niniwie (por. Jdt 1,1), która została zniszczona przed dojściem przez niego do władzy; nie znajdujemy także wzmianek o Betulii – miejscu tak słynnej porażki potężnego wojska. Czyżby autor biblijny się pomylił? A może specjalnie pomieszał wydarzenia historyczne, aby stworzyć pewną uniwersalną historię, w której dobro zwycięża zło? Bo przecież król Nabuchodonozor jak nikt inny nadaje się do utworzenia z niego symbolu siły wrogiej, zagrażającej Izraelowi. Postawienie siebie na pozycji Boga, któremu należy się cześć (por. 3,8), stawia go w opozycji do Boga Prawdziwego. Zamiar zupełnej zagłady całej ziemi i zgładzenia każdego żyjącego (por. 2,2) także jest odwróceniem woli Boga Jahwe, który daje życie i sam jest życiem (por. Wj 3,14). A więc historią ukrytą pod maską zwycięstwa Izraela nad Nabuchodonozorem jest historia zwycięstwa Boga, działającego słabą ręką wdowy, nad pychą Szatana, symbolicznie przedstawionego pod postacią potęgi niezliczonych wojsk nieprzyjaciela.

Do ukrytego sensu nawiązuje także kontrast, jaki tworzy symbolika ręki, szeroko stosowana w Biblii. Z jednej strony, słyszymy słowa Nabuchodonozora: „uczynię to moją ręką” (Jdt 2,12). Przypominają one inny moment biblijny – historię Hioba, nad którym wyciąga rękę Szatan (por. Hi 1,12), sprowadzając na niego nieszczęścia. Z drugiej strony, widzimy modlitwę Judyty o siłę dla jej ręki (por. Jdt 9,9), skierowaną do Tego, który niegdyś powiedział: „Wyciągnę przeto rękę i uderzę Egipt różnymi cudami, jakich tam dokonam, a wypuści was” (Wj 3,20). Ręka skromnej kobiety okazała się silniejsza od ręki wielkiego króla. Tak wszechmoc Boga znajduje swoją realizację w tym, co słabe w oczach świata.

Trzeba kompromitować zło…

Trzeba kompromitować zło…

Obserwując czasem tych, którzy w sztafecie pokoleń idą za nami, mamy ochotę podwinąć rękawy, zacisnąć pięści i wymierzyć sprawiedliwość. Błędy, grzechy, zło – to wszystko nie może przecież pozostać bezkarne.