fot. depositphotos.com

„Idź! Pokochaj jeszcze raz kobietę, która innego kocha i cudzołoży”.
(Oz 3,1a)

Nieodłączną częścią historii starożytnego Izraela jest rzeczywistość Boska, relacja wobec Najwyższego, której świadectwa dzisiaj możemy znaleźć w pismach Starego Testamentu. W większości tych ksiąg obraz Boga jest przedstawiany tak, jak go odbierali żyjący w tych czasach ludzie: wielki i groźny, sprawiedliwy i zazdrosny, a jednocześnie wielkoduszny i miłosierny. Izraelici mieli nakaz miłowania Pana z powodu wszystkiego, co im wyświadczył (por. Pwt 6,2-8), lecz sami o miłości Boga nie słyszeli zbyt często. Sytuacja zaczyna się zmieniać, gdy krótko po śmierci króla Salomona naród sprzeniewierza się Bogu. W tym czasie powstaje księga proroka Ozeasza – jedno z najpiękniejszych i najbardziej przemawiających świadectw niepojętej miłości Boga do człowieka.

Typowym opisem powołania prorockiego jest zlecenie przez Boga pewnego zadania, nadanie władzy. Natomiast Ozeasz słyszy: „Idź, weź sobie za żonę kobietę uprawiającą nierząd i bądź ojcem dzieci nierządu” (Oz 1,2a). Dla Izraelczyka tego typu czyn byłby najokropniejszą hańbą. Żona zdradzająca męża przynosiła mu zniewagę. Ozeasz ma poślubić taką kobietę, a przez to zgodzić się na zupełne niezrozumienie, wyśmianie i utratę honoru. W tym kontekście powstaje pytanie: Po co to wszystko? Dlaczego Bóg chce cierpienia swojego proroka? Odpowiedź kryje się w symbolice księgi.

Bóg widzi człowieka w samej jego istocie i kocha właśnie dlatego, że jest on umiłowanym i wybranym dzieckiem.

W obrazie Ozeasza biorącego za żonę nierządnicę rozpoznajemy samego Pana – Oblubieńca, który pragnie wejść w związek z Izraelem – grzeszną i notorycznie niewierną oblubienicą. Uderzający jest kontrast pomiędzy decyzją umiłowania narodu wybranego a świadomością jego przyszłych „zdrad”. W dobie rozkwitu Królestwa Izraela władcy wraz z ludem odstąpili od kultu Boga Jedynego i Prawdziwego, obrali sobie nowych bożków – idoli, którym oddawali cześć tubylcy. Czyż nie jest to zdrada w pełnym wymiarze? Z pewnością jest… Lecz nawet w obliczu tak wielkiej niewdzięczności i odrzucenia czułej miłości Boga Ozeasz słyszy następne polecenie: „Idź! Pokochaj jeszcze raz kobietę, która innego kocha i cudzołoży” (Oz 3,1a). Nawet w obliczu zupełnego odwrócenia się człowieka od Boga, Pan go nie opuszcza, pragnie pokochać grzesznika jeszcze raz. Jest to miłość przedziwna, zupełnie niepodobna do miłości ludzkiej. Bóg widzi człowieka w samej jego istocie i kocha właśnie dlatego, że jest on umiłowanym i wybranym dzieckiem. Kocha, nie zważając na wszystkie „zdrady”, które popełniliśmy i jeszcze mamy popełnić. Kocha czule, po ojcowsku, od początku, bo przecież otrzymaliśmy życie z Jego woli:

„Miłowałem Izraela, gdy jeszcze był dzieckiem, i syna swego wezwałem z Egiptu. Im bardziej ich wzywałem, tym dalej odchodzili ode Mnie, a składali ofiary Baalom i bożkom palili kadzidła. A przecież Ja uczyłem chodzić Efraima, na swe ramiona ich brałem; oni zaś nie rozumieli, że troszczyłem się o nich. Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości. Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę – schyliłem się ku niemu i nakarmiłem go” (Oz 11,1-4).

Kocha i już!

Kocha i już!

Największą super mocą Boga, w moim rozumieniu, wcale nie jest zdolność uzdrawiania, także i dzisiaj, ani moc sprawcza czynienia cudów. Jego super mocą jest miłość. I to wcale nie za coś, ale pomimo braku tego czegoś.