fot. depositphotos.com

„Kiedy Szymon ujrzał, że apostołowie przez nakładanie rąk udzielali Ducha Świętego, przyniósł im pieniądze. «Dajcie i mnie tę władzę – powiedział – aby każdy, na kogo położę ręce, otrzymał Ducha Świętego»” (Dz 8,18-19).

Opisana scena rozgrywa się w Samarii, kraju zamieszkałym przez ludzi przeważnie dalekich od ortodoksyjnej wiary Żydów. Wśród ówczesnych mieszkańców kraju Samarytan jeden wyróżnia się szczególnie. Jest nim Szymon, człowiek poważany i wzbudzający podziw, a nawet uważany za „wielką moc Bożą”. Swoją sławę zyskał jednak za pomocą magii, której używał do czynienia znaków i „sztuczek”.

W takim środowisku przychodzi głosić Ewangelię Filipowi oraz innym chrześcijanom, rozproszonym po okolicach Judei z powodu prześladowań, w których brał udział między innym późniejszy Apostoł Narodów. Podobnie jak kiedyś Szymona, teraz ludzie uważnie słuchają Filipa, gdyż widzą znaki, które czyni. Wiara, zasiana w sercach ludzi, owocuje licznymi chrztami. Nawet Szymon, uwierzywszy, przyjmuje chrzest.

Wkrótce do Samarii przybywają Piotr z Janem, aby w modlitwie prosić Boga o zesłanie Ducha Świętego także na nowo ochrzczonych, i tak też się dzieje. Szymon widzi, jak ludzie otrzymują moc Ducha po nałożeniu na nich rąk przez apostołów i prosi o „sprzedanie” tej władzy jemu.

Nie wiemy, co działo się w sercu Szymona w momencie, gdy słyszał słowa Filipa, gdy przyjmował wiarę i chrzest, gdy proponował apostołom pieniądze. Może pobudzała go chęć posiadania większej niż dotychczas władzy, może pragnął prestiżu i szacunku, które towarzyszyły Piotrowi i Janowi… A może też, szczerze wyznając wiarę, chciał dołączyć do grona apostołów, aby służyć Kościołowi razem z nimi. Nie wiemy. Faktem jest, że wybrał niewłaściwy sposób „przybliżenia się” do Boga, a to oznacza, że nawet wierząc – nie poznał, nie doświadczył przemiany serca. Wciąż żył w nim „stary” człowiek, stare, ludzkie myślenie.

Do prawdziwej wiary prowadzi przede wszystkim osobiste spotkanie z Bogiem, który przemienia całą codzienność człowieka.

Szymon uwierzył w Boga. Był to jednak Bóg idealnie wpisujący się w jego wizję świata, którego przychylność i dary można kupić, a spektakularne znaki mają pierwszorzędną wartość. Inaczej jest z doświadczeniem Boga chrześcijan, objawiającego się w Chrystusie w Duchu Świętym.

Do prawdziwej wiary prowadzi przede wszystkim osobiste spotkanie z Bogiem, który przemienia całą codzienność człowieka. Doświadczenie miłości jest tak silne, że serce już nie potrafi zachowywać się jak wcześniej, według „starego człowieka”, pragnie świadczyć o tejże miłości całemu światu. Do takiego serca, serca oczyszczonego, świadomego darmowości otrzymywanych łask, wstępuje Pocieszyciel, aby uzdolnić go do odważnego świadectwa. A więc warunkiem przyjęcia darów Ducha Świętego jest miłość i nic innego.

Historia Szymona kończy się zgromieniem go przez Piotra oraz pełną żalu prośbą, aby apostołowie modlili się za niego. Postawa skruchy, płynąca ze słów Szymona, jest pewnym zaproszeniem dla Boga, aby wszedł w jego życie i przemieniał go swoją mocą, żeby wkrótce mogło nastąpić upragnione spotkanie z Bożą miłością.