fot. depositphotos.com

Czy potrzeba czułych słów wyznających miłość, by czuć się kochanym przez drugiego? Dziś świat podpowiada, że ciężko obyć się bez wielosłowia, najlepiej układającego się w figlarny rym lub romantyczną melodię, by zrozumieć, że miłość to nie żart, lecz przeszywający człowieka do dna serca tragikomiczny ogień. Zapominamy jednak, że słowa są ulotne, a my pragniemy przecież ukochania na wieczność. Postępujemy kilka kroków w przód i już zaczynamy coraz mgliściej odnajdywać w pamięci te przeszłe ,,niezapomniane” słowa.

Piszę to nie bez powodu, chcę wam bowiem przedstawić dziś pewną młodą kobietę, która pokochała i czuje się kochana, choć nie usłyszała od umiłowanego ani jednego słowa. Ona zrozumiała, że po śmierci ważnego dla nas człowieka nie przytłacza nas cisza dźwięków i wyznań, lecz głuchota nieobecności kogoś, za kim tęsknimy. Maja pochowała dwóch swoich synów, jeden umarł, gdy był jeszcze w jej łonie, drugi zaś kilka dni po swoim narodzeniu. Około tygodnia temu natomiast wypowiedziała zdanie, które pragnę zapamiętać na całe życie: ,,Podobnie jak nie potrzebowałam usłyszeć «Mamo!», by czuć się ich matką, tak nie potrzebuję każdego dnia słyszeć od nich «Kochamy Cię», by wiedzieć, że tak jest”.

Mamo!

,,Byłam młodą żoną, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Potem już codziennie słyszałam w swojej głowie głos szepczący słowa: «Teraz jesteś mamą!». I od tamtej pory wiem, że nią jestem”. Radość z oczekiwanego dziecka w przypadku Mai nie trwała długo. Zaledwie po kilku miesiącach ciąży usłyszała najcięższy dla matki wyrok. Zapewne nie łatwo jest zliczyć wszystkie łzy, które nasze mamy wylały przez nas w ciągu naszego życia. Równie ciężko pewnie wyobrazić sobie dojmujący ból towarzyszący tym z nich, którym choć raz przyszło zapłakać nad grobem swych ukochanych dzieci. Maję spotkało to dwukrotnie. ,,Przez długi czas kompletnie nic mnie nie bawiło, a wszystko, co miałam, budziło we mnie wstręt”. Wielkość miłości polega na jej pragnieniu, by inny mógł żyć i to żyć jak najpiękniej. Matki tak często chciałyby wszystko, co mają, oddać swoim wyczekiwanym dzieciom. W niektórych przypadkach niestety jest to niemożliwe. Jak bowiem nauczyć świata kogoś, kto nie miał okazji zobaczyć go na własne oczy? Jak opowiedzieć drugiemu swoje szczęście z powodu jego obecności, kiedy w rzeczywistości nie ma go obok? To paradoks miłości, która przekracza miejsce, czas, a nawet życie i pozwala czuć kogoś, kogo racjonalnie czuć nie można. W ubiegłe wakacje usłyszałem od jednej młodej dziewczyny, która jakiś czas wcześniej straciła swoją najlepszą przyjaciółkę, znamienne słowa: ,,Możesz się poczuć niekochanym tylko przez żyjących, bo Ci, którzy już odeszli, wiedzą lepiej, że zasługujesz na miłość”. Czy możemy więc mówić o nieobecności zmarłego? ,,Bartuś i Marcel zawsze są przy mnie”, podobnie jak przy każdym z nas Ci, za którymi tęsknimy.

Śmierć bliskiego nam człowieka nie może być bowiem naszą śmiercią.

Płaszcz ze mnie zdjąłeś żałobny

Nie sposób zapomnieć o śmierci z dnia na dzień, nie uda nam się zatrzymać łez, gdy cisną się nam do oczu, nie sposób też przestać tęsknić, gdy wydaje nam się, że tęsknota to jedyne, co nam pozostało. ,,Wiedziałam, że oni przestali żyć – mówi Maja – lecz nie wierzyłam w to, że przestali kochać. Tylko dlatego całkiem się nie załamałam”. Gdy usłyszałem te słowa, zrozumiałem, dlaczego sentencja dziewczyny z rekolekcji nie dawała mi spokoju. Okazała się ona bowiem niezwykle prawdziwa. Miłość to bowiem coś więcej niźli romantyczne listy pisane na maszynie, nawet niż długie spacery, podczas których próbujemy powiedzieć o sobie więcej, niż po ludzku się da. Maja i Emilka poznały, że miłość to nadzieja niedokończonego, tego, co przerwała śmierć lub czas. ,,Nie rozumiałam dlaczego nie mogą ze mną być, dlaczego Bóg nie pozwolił im być ze mną nieco dłużej” – zwierza się moja rozmówczyni. Tak bowiem ciężko zacząć myśleć o czymś innym niż o utraconych chwilach, przerwanych wspólnych planach na przyszłość. Śmierć wszystko przerywa, lecz tylko miłość pozostawia nietkniętą. Po śmierci pozostaje lęk, a po miłości nadzieja. Dlatego tak ważny jest kierunek, ku któremu zwrócimy nasze oczy, przeżywając żałobę. Lęk może bowiem zamknąć nas na świat, a nadzieja natomiast sprawić, że w sposób zupełnie inny na niego spojrzymy. ,,Bardzo bałam się wiadomości o kolejnej ciąży. Nie chciałam ponownie przeżywać tego wszystkiego. Dziś jednak cieszę się, że nie straciłam nadziei, bo mam obok siebie kolejnego syna, Filipa, który jest moją radością”.

Pocałuj, pochowaj, żyj!

Dwa słowa, które umieściłem w tytule tego artykułu, są niepełne tylko same. Słusznym jest bowiem ukochać, a później pochować bliskiego, nie przestając darzyć go tym pięknym uczuciem. Nie możemy jednak zapomnieć o słowie ,,żyj”, które dopełnia tę maksymę. Śmierć bliskiego nam człowieka nie może być bowiem naszą śmiercią. Drugi umarł, lecz potrzeba, byśmy żyli, przynajmniej po to, by kochać i wspominać tych, którzy odeszli, i dzielić się swoim życiem z tymi, którzy po nas przyjdą. Życie to cenny dar, lecz również jeden z najdelikatniejszych, jakie mamy. Niszczeje, gdy nie zwracamy na niego uwagi i pęka, gdy zbyt kurczowo trzymamy go w swoich dłoniach.

fot. depositphotos.com

Spór o wartości

Spór o wartości

Jakże cennym darem od Boga są różnice między nami. Niestety, niejednokrotnie stają się one granicami umocnionymi wysokim murem wrogości, który oddziela, zamiast łączyć i budować dobro w naszych wspólnotach.

Wierność miłości

Wierność miłości

Wierność często kojarzy się z brakiem wolności, a hierarchię wartości postrzega się jako zbyt ciasny gorset, w który w dodatku zostaliśmy na siłę wciśnięci, bo narzucono nam go w tym „opresyjnym, katolickim kraju”.

Trzeba kompromitować zło…

Trzeba kompromitować zło…

Obserwując czasem tych, którzy w sztafecie pokoleń idą za nami, mamy ochotę podwinąć rękawy, zacisnąć pięści i wymierzyć sprawiedliwość. Błędy, grzechy, zło – to wszystko nie może przecież pozostać bezkarne.