Pan mego życia i mojej śmierci

fot. Henryk Przondziono / Gość Niedzielny

„Zachowaj mnie, Boże, bo chronię się u Ciebie, mówię Panu: «Ty jesteś Panem moim»” (Ps 16,1-2). Powyższe słowa Psalmu 16. odśpiewywano podczas beatyfikacji 17-letniej Karoliny Kózkówny, mającej miejsce 10 czerwca 1987 roku w czasie trzeciej pielgrzymki św. Jana Pawła II do ojczyzny. Papież zastanawiał się wówczas z licznie zebranymi pielgrzymami w Tarnowie, czy w momencie tak strasznego zagrożenia błogosławiona uciekała się po pomoc do Boga tymi właśnie słowami psalmisty. Wiadomo, że choć nie ocaliła życia doczesnego, to oddała je, aby zyskać życie wieczne z Chrystusem. Okazawszy Mu wierność do końca, teraz jest w rękach samego Boga.

Cicha i skromna, o pogodnym usposobieniu bł. Karolina była dzieckiem prostych rodziców. Urodziła się 2 sierpnia 1898 roku w Wał-Rudzie nad Dunajcem, wsi oddalonej o 23 km od Tarnowa, jako czwarte z 11 dzieci. Jej rodzice Maria i Jan Kózkowie żyli skromnie. Początkowo pracowali na małym gospodarstwie, lecz z biegiem czasu było ich już stać na własny dom i na dokupienie ziemi. Byli ludźmi bardzo religijnymi, którzy czynnie angażowali się w życie Kościoła. Matka chętnie pielgrzymowała do pobliskich sanktuariów maryjnych, jak i do odległej Częstochowy. Nieodzownym elementem ich życia była codzienna, wspólna modlitwa całej rodziny.

Wrażliwość

Dorastającą w takim klimacie bł. Karolinę wyróżniała spośród rówieśników wewnętrzna harmonia i pokój ducha. Z wdzięcznością przyjmowała każdy przejaw dobra i była wrażliwa na czyjąś niedolę, obok której nie przechodziła nigdy obojętnie. Pomagała chętnie swojemu wujowi w prowadzeniu biblioteki, do której przychodziło wiele osób i gdzie często miały miejsce kształcące rozmowy. Była także pilną i obowiązkową uczennicą. Z czasem zaczęła imponować swoją wiedzą religijną nie tylko rówieśnikom, ale również starszym. Przede wszystkim jednak była rozmiłowana w modlitwie, która miała widoczny wpływ na jej życie. Kilka dni przed śmiercią, tj. 13 listopada 1914 roku, rozpoczęła w swojej parafii uczestnictwo w nowennie ku czci św. Stanisława Kostki, patrona młodzieży. Wtedy – jak się później okazało – przystąpiła do swojej ostatniej spowiedzi świętej.

Wojsko rosyjskie

Był to czas pierwszej wojny światowej i od 17 listopada cała okolica stała się kwaterą wojsk rosyjskich, co napawało mieszkańców wielkim niepokojem. Słychać było coraz straszniejsze wieści o gwałtach, konfiskacie bydła czy też koni. Z obawy o bezpieczeństwo dzieci 18 listopada matka nie pozwoliła pójść córce do kościoła, co było dla niej trudne do przyjęcia, niemniej nieszczęśliwa bł. Karolina uszanowała wolę swej rodzicielki. Mimo tego właśnie w ten dzień w rodzinie Kózków rozegrał się dramat. Otóż pod nieobecność Marii do ich domu wtargnął jeden z żołnierzy, dopytując jej męża i córkę o miejsce przebywania wojska austriackiego. Nieznający odpowiedzi na to pytanie przerażeni domownicy zostali uprowadzeni przez oficera na skraj lasu. Ten pod groźbą użycia broni nakazał ojcu wracać do reszty swoich dzieci. Jego córkę zaś poprowadził dalej w głąb lasu. Świadkami tego zajścia byli dwaj kilkunastoletni chłopcy, którzy widzieli uzbrojonego żołnierza popychającego stawiającą opór młodą dziewczynę. Wrócili oni do wioski i powiadomili o tym m.in. jej ojca. Gdy okazało się, że bł. Karolina nie wróciła do domu, rodzice wraz z mieszkańcami wioski oraz księdzem proboszczem rozpoczęli poszukiwania. Nie przyniosły one jednak skutku.

„Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity”.
J 12,24

Brutalna śmierć nastolatki

Ciało męczennicy zostało odnalezione przez okolicznego mieszkańca zbierającego drewno na opał dopiero 4 grudnia, czyli dwa tygodnie po jej śmierci. Miała bose, ubłocone nogi ze śladami licznych ran po kolcach z ostrężyn i głogów, przez które się przedzierała. Oględziny ciała potwierdziły, że ofiara najpierw uciekała przed swoim oprawcą, a następnie stoczyła z nim walkę w swojej obronie. Udało się również stwierdzić, że nie doszło do gwałtu, jednak jej ciało zostało brutalnie okaleczone. Na potrzeby procesu beatyfikacyjnego w 1980 roku dokonano ekshumacji zwłok. Przeprowadzone wówczas badania potwierdziły rodzaj ran, jakie zostały jej zadane przez oprawcę. Na ich podstawie odtworzono przebieg ostatnich chwil życia ofiary. Stwierdzono, że udało jej się wyrwać żołnierzowi i zaczęła uciekać. Napastnik jednak najpierw w biegu zadał jej kilka ran szablą, a później po kolejnych ciosach tym samym ostrzem wyprowadził śmiertelne uderzenie. Jego samego nigdy nie odnaleziono.

Świadomość własnej wartości

Zagłębiając się w szczegóły śmierci patronki m.in. molestowanych, możemy całkiem łatwo popaść w poczucie niesprawiedliwości. Jednak przywołany na początku papież zauważa, że bł. Karolina broniąc heroicznie swojego dziewictwa, daje świadectwo o wielkiej godności osoby ludzkiej i ciała kobiety. Ona była świadoma swej godności i powołania. Jej postawa świadczy o Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym dla nas i dla naszego zbawienia. Jej sylwetka – jak również innych świętych – często nas zawstydza. Potrzebujemy jednak takiego zbawczego wstydu, który przypomina o właściwej hierarchii wartości.

fot. Henryk Przondziono / Gość Niedzielny

Lampa niegasnąca

Lampa niegasnąca

Biblijna Estera słynęła ze swej nieprzeciętnej urody, z małżeństwa z potężnym królem Persji czy też ze wstawiennictwa za swoim ludem. Podobnych cech możemy dopatrzeć się w wywodzącej się z Węgier kobiecie i władcy Polski, a zarazem od niemal 30 lat świętej Kościoła – Jadwidze Andegaweńskiej.