Miłość nie umiera nigdy!

fot. W. Uchman

Skąd w człowieku przekonanie o istnieniu miłości? Być może wnioskujemy je na podstawie dwóch rzeczywistości. Jedną jest zdolność do relacji międzyludzkich, czasem posuniętych do granic niemożliwości. Drugą jest pewność czy zdolność przekonania się o działaniu wyższej siły, która udoskonala świat wokół nas. W obu przypadkach tę moc sprawczą nazywamy miłością.

Albania jest krajem leżącym na południu Europy. I jak pokazuje nam historia, był to kraj bardzo długo zamknięty i wrogo odbierany przez inne państwa. „A jednak jest też coś, co do Albanii przyciąga – mówi ks. Jarek Grzegorczyk SCJ – piękno krajobrazu, dużo słońca oraz obecność sercańskich misjonarzy”. Za sprawą tych ostatnich ks. Jarek rozpoczął swoją posługę misyjną w tym nietypowym miejscu. Nasze Zgromadzenie pojawiło się w Albanii dzięki włoskim księżom, którzy przybyli tam w latach 90. ubiegłego wieku. Aktualnie posługują tam czterej kapłani, którzy prowadzą dwie parafie oraz dzieła socjalne.

Jak przetrwała wiara? Dokonało się to w ukryciu, na sposób ludowy, w rodzinach.

Jeśli jednak pytamy o początki chrześcijaństwa w tym kraju, to znajdziemy w nim nawet ślady obecności św. Pawła. Są również świadectwa istnienia kościoła i dobrze funkcjonującej gminy wyznawców Chrystusa z ok. X wieku. „Warto wspomnieć – zaznacza ks. Jarek – fakt z historii Kościoła, że papież Klemens XI (1700-1721) ma pochodzenie albańskie”. Dużą trudnością, która sprawiła osłabienie wiary w tym narodzie, był rozdział Kościoła na wschodni i zachodni. Kolejny cios dla Albańczyków przyszedł od strony Islamu. Siłą, a czasem za pomocą przywilejów i przekupstwem próbowano ludziom odebrać ich dziedzictwo i wiarę. Na koniec jeszcze komunizm, w czasie którego zakazano ludziom wyznawania jakiejkolwiek wiary. Był to czas najbardziej radykalnego zniewolenia tamtejszej ludności. Kraj został ogłoszony jako ateistyczny. Miał stać się dla całej Europy wzorcem istnienia państwa bez jakichkolwiek odniesień wyznaniowych. Księży więziono lub zabijano, kościoły wysadzano, ludziom nie wolno było się gromadzić.

Jak przetrwała wiara? Dokonało się to w ukryciu, na sposób ludowy, w rodzinach. „Świadectwo o tym – wspomina sercanin – dają siostry klaryski mieszkające w Szkodrze”. Chcemy zwrócić uwagę na kilka spraw, które pokazują siłę wiary w Boga. Pierwsza sprawa to troska o miejsca święte. Trudno to sobie wyobrazić, ale kamienie pozostałe po wysadzonych kościołach stały się dla ludzi „relikwią”. Modlono się w ukryciu przy tych głazach. Gdy ktoś zabierał je dla własnego użytku, okazywało się, że tym rodzinom źle się działo. Żyli w ciągłym niepowodzeniu. Uznano zatem za znak od Boga, by zachować świętość tych miejsc.

Inna sprawa dotyczy ukrytej modlitwy i szacunku do świętych przedmiotów. Zdarzyło się w jednej z rodzin, której ksiądz zostawił obrazek religijny, że skrycie oddawali cześć temu wizerunkowi. Włożyli go do poduszki i każdego wieczoru ją całowali, podtrzymując w ten sposób wiarę w Boga. Mogli to robić tylko dorośli, ponieważ dzieci niechcący mogłyby opowiedzieć o zakazanym wyznawaniu wiary. Na koniec warto wspomnieć kult świętych, zwłaszcza św. Mikołaja i św. Antoniego. Dzięki wierze w obecność i pomoc świętych ludzie przetrwali komunistyczny reżim. Okazuje się, że nawet muzułmanie do dziś pielgrzymują do kościoła św. Antoniego w Laç.

fot. W. Uchman

To, co przetrwało w narodzie albańskim, jest teraz wyzwaniem dla misjonarzy, którzy chcą dać miejscowym ludziom swój czas, czyli dzielić się z nimi miłością. Wiele spraw trzeba poukładać czy uwspółcześnić w Kościele. Trzeba też uważać, by nie dać się naciągnąć, jeśli chodzi o pomoc socjalną. Choć ks. Jarek nie wacha się stwierdzać: „Czy można zostać naciągniętym w miłości?”. Ale najważniejsze, to widzieć cel. Nigdy nie stracić z oczu misji ostatecznej. Pisał o niej św. Ignacy Antiocheński: „(…) wiara jest fundamentem, miłość zaś kresem”.

Kocha i już!

Kocha i już!

Największą super mocą Boga, w moim rozumieniu, wcale nie jest zdolność uzdrawiania, także i dzisiaj, ani moc sprawcza czynienia cudów. Jego super mocą jest miłość. I to wcale nie za coś, ale pomimo braku tego czegoś.