Lekarstwem miłość bywa

fot. depositphotos.com

„Na naszą słabość i biedę,
niemotę serc i dusz,
na to, że nas nie zabiorą do lepszych gór i mórz,
na czarnych myśli tłok,
na oczy pełne łez
lekarstwem miłość bywa,
jeżeli miłość jest,
jeżeli jest możliwa”.

Agnieszka Osiecka

Miłość – lekarstwem

Nie podlega dyskusji, że okres starości, często związanej z chorobą, jest wręcz nierozerwalnie złączony z doświadczeniem własnej niemocy czy poczuciem bezradności. Zdarza się, że z tęsknotą wracamy w myślach do chwil, w których faktycznie spełnialiśmy swoje marzenia, nie doświadczając przy tym żadnych ograniczeń związanych z wiekiem. Jak coś odległego wspominamy czas, gdy nieobcy był nam entuzjazm na samą myśl o realizacji swoich pragnień. Wówczas nie brakowało nam ochoty i sił na spontaniczne spotkania, rozmowy przez długie godziny, czy na prostą, ludzką, cichą obecność przy drugim. Wypływało to niejako spontanicznie z naszego serca. Chcieliśmy dzielić się swoim czasem, radością i myślami z innymi. Może wśród nich byli wtedy ci, którzy dziś są nam najbliżsi poprzez małżeńskie więzy?

Ciekawą intuicją wykazuje się poetka Agnieszka Osiecka w ostatnim okresie swojego życia, a jednocześnie pracy artystycznej, pisząc, że to właśnie miłość jest lekarstwem na wszelkie ciężary związane z chorobą, którą przebyła, i nieobcą jej starością. Relacja z innymi pozwala nam bowiem, bez względu na sytuację, w której się znajdujemy, wydobywać ze swojego serca to, co dobre i piękne, obdarowując tym innych. Wówczas przestajemy koncentrować się na sobie, na własnym bólu, a otwieramy się na nadzieję płynącą z tego, czego nie wstydzimy się dać innym. W obliczu kochających nas osób zdajemy sobie sprawę z bogactwa, które nosimy w sobie.

Ogromnym wsparciem dla dzieci i wnuków jest troskliwy uśmiech na twarzy dziadka lub babci lub, gdy ból jest zbyt wielki, cicha w ich intencji modlitwa.

Co możemy dać tym, których kochamy?

To dobre miejsce, by zastanowić się nad tym, co możemy dać ludziom, których kochamy, ponieważ w cierpieniu często swoją uwagę skupiamy na tym, czego dać im nie możemy. Drugi człowiek pozwala nam jednak oderwać się od naszych słabości, zwłaszcza wtedy, kiedy prosi nas o pomoc, niejednokrotnie banalną. Ogromnym bowiem wsparciem dla dzieci i wnuków jest troskliwy uśmiech na twarzy dziadka lub babci lub, gdy ból jest zbyt wielki, cicha w ich intencji modlitwa. Myślę, że warto odnowić naszą dbałość o chwile spędzone wspólnie ze współmałżonkiem, które po wielu latach małżeństwa mogą wydawać się być takie same. Mają one jednak moc łączenia i wyrywania z monotonii, gdy pomimo pewności, że nic nie zmienią, zaczniemy wypełniać je próbami poznania się na nowo, zaczniemy słuchać się nawzajem z taką samą uwagą, jak w pierwszych latach znajomości. Troska i zrozumienie to bowiem dwie bardzo cenne cechy relacji, których bez względu na przebyte wspólnie lata nigdy nie przestajemy szukać. Z jednej strony pożądane przez wszystkich, z drugiej zaś proste w dawaniu, pozwalają nam z pasją wyczekiwać czasu, który dopiero przyjdzie. Perspektywa bowiem tego, co będzie, zawsze powinna być postrzegana jako czas, który będziemy wypełniać okazywaniem miłości innym. To spostrzeganie nie pozwoli nam zatracić się w beznadziei, bo wówczas nie stracimy sprzed oczu odwiecznej misji, którą otrzymaliśmy – zawsze będziemy czuli się potrzebnymi dawcami dobroci.

Warto, o ile siły na to pozwalają, pomyśleć nad wspólną rozrywką ze współmałżonkiem, z przyjaciółmi. Może czas powrócić do popołudniowych spacerów, zapamiętanych z lat młodości, rodzinnych rozmów przy kawie? Może, jeśli to zaniedbaliśmy, warto odnowić dzielenie się tym, co nas zaskoczyło lub ubogaciło? Nigdy bowiem nie jesteśmy zbyt dojrzali, by przestać mówić o tym, co w nas najbardziej prawdziwe. Ponadto, nawet po wielu latach życia małżeńskiego, nie znamy swego małżonka aż tak, by z całą pewnością wiedzieć, co dzieje się w jego sercu. Jeśli więc nie wiemy, to pytajmy siebie nawzajem.

fot. depositphotos.com

Samotność nie może być przeszkodą

Co jednak w sytuacji, gdy w swoim cierpieniu czy starości czujemy się samotni? Pewnym jest, że nie zwalnia nas to z obowiązku bycia dla innych. Ta bowiem chęć dzielenia się dobrem nie może poprzestać na obdarowywaniu najbliższych. Opuszczenie ze strony osób, na które liczymy, nie powinno zamykać nas w czterech ścianach własnego domu. Powinno stać się okazją do odważnego wychodzenia naprzeciw tym, którzy przychodzą nam z pomocą niespodziewanie.

Świadomość dobra, które w nas jest niezależnie od zdrowia fizycznego, powinna być przez nas nieustannie pielęgnowana. Jest ona bowiem kluczem do szczęśliwego przeżycia choroby i starości. Nasza miłość jest przecież często widoczna nie w nas, lecz we wdzięcznym wzruszeniu osób, które nią obdarzyliśmy. Podejmujmy więc staranie, by jak najwięcej zatroskanych twarzy, rozpromienić doświadczeniem miłości i troski w cierpieniach i smutku.

Od pierwszych chwil

Od pierwszych chwil

Niezwykle wzruszające są momenty, kiedy na świat przychodzi maleńki człowiek. Bardzo ważna jest w tym czasie obecność najbliższych. Ze względów organizacyjnych i epidemiologicznych większość szpitali ogranicza możliwość towarzyszenia kobiecie rodzącej do jednej osoby – zwykle męża.

Ochrzcić wnuka

Ochrzcić wnuka

Czy warto chrzcić dzieci ludzi niewierzących? Czy czasem nie jest to budowanie czegoś, co nie ma stałych fundamentów, próbą rodzenia wiary na terytorium często niereligijnym, sterylnym od kościelnego doświadczenia?