fot. depositphotos.com

Zarówno osobom wierzącym, jak i niewierzącym nie jest obcy widok kapelana przemierzającego szpitalne korytarze, by dotrzeć do chorych z Chlebem Życia i posługą sakramentalną Kościoła. Jednym z siedmiu sakramentów świętych jest sakrament namaszczenia chorych. W samym Piśmie Świętym czytamy zachętę do korzystania z tego daru Kościoła: „Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone” (Jk 5,14-15).

Sakrament namaszczenia chorych udziela specjalnej łaski chrześcijaninowi, który doświadcza trudności w chorobie. Stosowny czas na jego przyjęcie zachodzi wtedy, gdy wierny staje wobec niebezpieczeństwa śmierci. Za każdym razem, gdy chrześcijanin zostaje dotknięty ciężką chorobą, może otrzymać święte namaszczenie; również wtedy, gdy już raz je przyjął, a nastąpiło nasilenie choroby (KKK 1527-1529). Warto tutaj przypomnieć, że błędnym i mylącym jest nazywanie tego sakramentu „ostatnim namaszczeniem”. Przyjęcie sakramentu namaszczenia chorych ma wspomóc chorego łaską i podźwignąć go i nie jest jednoznaczne ze śmiercią, co niestety często można usłyszeć z ust pacjentów: „Nie poproszę księdza o namaszczenie, bo wtedy na pewno umrę, a tak to może jeszcze wyzdrowieję i trochę pożyję”. Jest to błędne rozumowanie, gdyż jak czytamy w Katechizmie Kościoła katolickiego w punkcie 1532: „Skutki specjalnej łaski sakramentu namaszczenia chorych są następujące:

– zjednoczenie chorego z męką Chrystusa dla jego własnego dobra oraz dla dobra całego Kościoła;
– umocnienie, pokój i odwaga, by przyjmować po chrześcijańsku cierpienia choroby lub starości;
– przebaczenie grzechów, jeśli chory nie mógł go otrzymać przez sakrament pokuty;
– powrót do zdrowia, jeśli to służy dobru duchowemu;
– przygotowanie na przejście do życia wiecznego”.

Jedność z Bogiem to wielkie zadanie, a jednocześnie piękna obietnica dla tych, którzy z wiarą przystępują do sakramentu chorych.

„Magiczny” sakrament?

W kontekście wiary i miłości do Boga powinniśmy, z największą uwagą i wiarą, pochylać się nad każdym przyjmowanym sakramentem w naszym życiu, również tym otrzymywanym na szpitalnym łóżku czy podczas choroby w domu. Warto przypomnieć tutaj fakt często zapominany, a może lekceważony przez wielu, że sakrament namaszczenia chorych nie zastępuje sakramentu pokuty, a grzechy gładzi jedynie w sytuacji, gdy pacjent jest nieprzytomny, a na podstawie jego życia można wnioskować, że będąc w stanie świadomości, przystąpiłby do sakramentu pojednania.

Nierzadko też ludzie, których wiara jest niedojrzała, a znajomość Pana Boga znikoma, traktują sakrament chorych jako coś magicznego, co spełni ich życzenia, i oczekują, że po przyjęciu namaszczenia powinno być już tylko lepiej w naszym ludzkim rozumieniu. Jednak jak czytamy w wyżej zacytowanym fragmencie, sakrament ten ma nas zjednoczyć z męką Chrystusa dla naszego dobra i dobra całego Kościoła. Jedność z Bogiem to wielkie zadanie, a jednocześnie piękna obietnica dla tych, którzy z wiarą przystępują do sakramentu chorych. W życiu często uciekamy od cierpienia, liczymy raczej na dobre skutki tego sakramentu, jak powrót do zdrowia czy poprawa samopoczucia. Musimy sobie jednak zdać sprawę, że w całym naszym ziemskim życiu nie ma nic ważniejszego niż jednoczenie się z męką Chrystusa dla ocalenia własnej duszy i zbawienia innych. Tak przeżywając nie tylko czas choroby, cierpienia, starości, lecz całe nasze życie, najlepiej przygotujemy się do przejścia w życie wieczne. W tym miejscu warto zaznaczyć, że dobrze, jeśli sakrament namaszczenia chorych poprzedzony jest lub towarzyszy spowiedzi i przyjęciu Komunii Świętej.

Tajemnica śmierci

Pisząc o sakramencie namaszczenia chorych, warto zatrzymać się na chwilę przy momencie śmierci, który – czy się z tym zgadzamy, czy też nie – nadejdzie dla każdego człowieka na ziemi. Śmierć jest tajemnicą, dlatego często napawa ludzi lękiem, gdyż boimy się tego, czego nie znamy. A ten niepokój potęguje się tym bardziej, im bardziej odrzucamy o niej myśl i marnujemy możliwość dobrego przygotowania się do niej. Z pomocą przychodzi nam tutaj słowo Boga mówiące do nas w każdym czasie: „Wystarczy ci mojej łaski” (2 Kor 12,9). Ufając obietnicy Boga Samego i wstawiennictwu Matki Niepokalanej, patrzmy na śmierć z nadzieją. Bądźmy realistami i nie ograniczajmy się tylko do śmierci ciała, lecz przyjmijmy całą prawdę o niej: ona otwiera drogę do życia wiecznego. Śmierć rozjaśnia nasze ziemskie życie nadzieją powrotu do Ojca. Jan Paweł II w Tryptyku Rzymskim napisał: „Kres jest niewidzialny jak początek”. Istniejemy jednak, to znaczy, że mieliśmy swój początek, chociaż go nie widzimy lub nie pamiętamy. Tak też jest z kresem naszego życia, chociaż niewidzialny – istnieje, gdyż zarówno kres, jak i początek życia ludzkiego łączą się i zamykają w Bogu, który istnieje od zawsze i zawsze będzie istniał.

„Namaszczenie chorego łaską”

Jak wyżej wspomniano, ludzkie życie zmierza do swego kresu, by osoba połączyła się z Bogiem na wieki – jak mówi Pismo Święte: „I w życiu więc, i w śmierci należymy do Pana” (Rz 14,8). Kościół w swej mądrości daje nam pomoc na tej drodze w postaci sakramentów świętych. Mówiąc o sakramencie namaszczenia chorych, nie można nie wspomnieć o wielkim darze, jakim jest sakrament pokuty, który nas – chorych po grzechu pierworodnym – obdarza, niejako namaszcza, łaską nowego życia, życia bez grzechu.

fot. depositphotos.com

Oby dla nas i każdego człowieka na ziemi nie było za późno na nawrócenie, na błaganie Boga o miłosierdzie nad nami i światem całym. Dlatego już dziś prośmy Boga, abyśmy mogli trwać w Nim i w godzinę śmierci usłyszeć: „Zaprawdę powiadam ci, dziś ze Mną będziesz w raju” (Łk 23,43).

Od pierwszych chwil

Od pierwszych chwil

Niezwykle wzruszające są momenty, kiedy na świat przychodzi maleńki człowiek. Bardzo ważna jest w tym czasie obecność najbliższych. Ze względów organizacyjnych i epidemiologicznych większość szpitali ogranicza możliwość towarzyszenia kobiecie rodzącej do jednej osoby – zwykle męża.

Ochrzcić wnuka

Ochrzcić wnuka

Czy warto chrzcić dzieci ludzi niewierzących? Czy czasem nie jest to budowanie czegoś, co nie ma stałych fundamentów, próbą rodzenia wiary na terytorium często niereligijnym, sterylnym od kościelnego doświadczenia?