Głosić miłość Serca Jezusa pomimo przeszkód

fot. unsplash.com

Mogłoby się wydawać, że wskutek pandemii wszelkie plany długoterminowe przesuwają się na dalszy plan. Podobne prognozy dotyczyły założenia nowej misji przez zgromadzenie księży sercanów.

O misji w Kolumbii marzył Założyciel zgromadzenia, o. Leon Dehon, po tym jak odwiedził ten kraj. Jeszcze za jego życia rozpoczęło się wiele misji, jak np. w Kongu, bowiem bardzo chętnie wysyłał zakonników na misję. Realizacja marzenia o kolumbijskiej misji stała się jednak możliwa dopiero niedawno. Zarząd generalny przez ostatnie trzy lata czynił przygotowania do otwarcia misji w Kolumbii. Udało się utworzyć grupę czterech sercanów, każdy z innego kraju: Argentyny, Brazylii, Filipin oraz Indonezji. Przez cztery miesiące mieli oni za zadanie przygotowywać się we wspólnocie w Ekwadorze, a następnie wyruszyć do stolicy Kolumbii.

Z powodu obostrzeń misjonarze musieli jednak pozostać dłużej w Ekwadorze, ale wbrew pozorom był to dla nich błogosławiony czas. „Niemal osiem miesięcy w Ekwadorze było sposobnością do poszukiwania większej zażyłości z Bogiem, który nas wezwał. Wszystko po to, aby zanieść Dobrą Nowinę do Kolumbii po śladach naszego Założyciela” – stwierdził ks. Rafael Freire Nóbrega SCJ. Większa zażyłość zapanowała też między nowymi misjonarzami. Ten czas był również okazją, aby nauczyć się lepiej posługiwać językiem hiszpańskim.

19 października 2020 roku (dzień po niedzieli misyjnej) nastąpił długo oczekiwany lot do Bogoty, aby rozpocząć tam pracę. Parafia, którą objęli sercanie, leży na południowych peryferiach stolicy Kolumbii, na terenie dzielnicy Usme. Jest to jedna z najbiedniejszych i najniebezpieczniejszych dzielnic w stolicy. Czy to przeraża misjonarzy? „W tym miejscu znajduje się wielu uzależnionych, wiele przemocy domowej, ale jest też odczuwalna życzliwa obecność osób starszych i młodzieży. Właśnie w taką rzeczywistość zostaliśmy zaproszeni, aby nasz charyzmat wydał owoce” – tłumaczy ks. Rafael.

Oprócz wcześniej wspomnianego ubóstwa i przemocy, problemem jest też duże zróżnicowanie ludności. Dzielnica Usme nie bez powodu jest nazywana Bramą do Pól, bo na niej kończy się stolica, a zaczynają się pola uprawne. To powoduje, że mieszka tam zarówno ludność wiejska, jak i miejska; osoby, które tam mieszkają od dawna, jak i te szukające pracy w dużym mieście. 

Nasi misjonarze mają to szczęście, że nie muszą organizować od podstaw struktur parafialnych, tylko od razu mogą przystąpić do służby bliźnim. Do parafii należy 15 000 wiernych. Działa w niej kilka grup parafialnych, takich jak np. wspólnota neokatechumenalna czy ministranci. Misjonarze mają do dyspozycji dwa kościoły, w których posługują sakramentami. Dodatkowo w ramach parafii prowadzony jest „bank żywności”, czyli innymi słowy market, w którym można kupić potrzebne produkty spożywcze za niewielkie pieniądze.

fot. Archiwum prywatne

W tym momencie misjonarze bez wątpienia mają wiele zadań do wykonania, a także wiele trudności do pokonania. Już samo zaaklimatyzowanie się i odnalezienie w zupełnie nowej rzeczywistości jest dużym wyzwaniem. Tym, co zawsze im się przyda, jest nasza modlitwa o siły do głoszenia Ewangelii o Jezusie.

Dobry przykład troski o misje dawał Założyciel sercanów. Ojciec Dehon chciał być misjonarzem, ale tego marzenia nie udało mu się spełnić osobiście. Stał się jednak misjonarzem poprzez swoich duchowych synów, których posyłał w różne strony świata. Innym wzorem jest św. Teresa od Dzieciątka Jezus, która bez opuszczania klasztoru wspierała misjonarzy swoją modlitwą. Było to na tyle ważne, że ustanowiono ją patronką misji świętych. Te dwie sylwetki ukazują nam, że misjom można pomóc nawet bez opuszczania własnego kraju. 

Trzeba kompromitować zło…

Trzeba kompromitować zło…

Obserwując czasem tych, którzy w sztafecie pokoleń idą za nami, mamy ochotę podwinąć rękawy, zacisnąć pięści i wymierzyć sprawiedliwość. Błędy, grzechy, zło – to wszystko nie może przecież pozostać bezkarne.