fot. depositphotos.com

„Gdzie ci mężczyźni?” – śpiewała figlarnie przed laty Danuta Rinn. Z czego wysnuć można prosty wniosek, że już w połowie lat siedemdziesiątych XX wieku poszukiwania nieprzemijającego wzoru męskości nie należały do najłatwiejszych. Czy wiązało się to z kryzysem dotychczasowego ideału i nieświadomą tęsknotą za nim, czy może jednak z rzeczywistym upadkiem ,,męstwa” jako takiego? Spróbujemy się nad tym zastanowić, lecz w sposób nieco inny, niż miało to miejsce do tej pory. Dziś bowiem nie słowa będą świadczyć o wielkości człowieka, lecz jego czyny. Chciałbym się bowiem podzielić z wami nie tylko treścią, ludzkim werbalnym przesłaniem, lecz przede wszystkim tym, co w życiu każdego z nas winno być najważniejsze – wartościami i ideą, wobec których posłuszeństwo ubogaca ludzką godność, zaś każdy sprzeciw niweczy w człowieku piękno duszy, a (wracając do tematu artykułu) w mężczyźnie majestat męstwa.

Męski czy bezsilny?

Niewątpliwie nie bez przyczyny męstwo kojarzy się mi, ale podejrzewam, że również większości, z siłą. Mężczyzna jest bowiem tym, który niesie na barkach bezpieczeństwo całej rodziny. Często także to on realizuje trud niektórych prac fizycznych, które choć konieczne dla dobra społeczeństwa, nie są możliwe do podjęcia przez kobiety. Mój rozmówca, na pierwszy rzut oka, nie mieści się więc w ramach podyktowanego rozmachem ideału męskości. Pan Edward jest bowiem bezsilny w swojej chorobie. Wiele lat temu uległ wypadkowi, w którym stracił władzę nad większą połową swojego ciała. Ponadto szok, którego doznał na skutek tego doświadczenia, sprawił, że z trudem wypowiada pojedyncze słowa. Czy jednak z tego powodu należałoby go umieścić gdzieś na marginesie rozważań o męstwie? Zdecydowanie nie zgodzę się z tym ja i rodzina pana Edwarda, dla której jest on oparciem i pomocą. Jego siłą jest spokój i radość, którą wnosi w życie spotykanych przez siebie ludzi. Pięknym wspomnieniem podzieliła się ze mną jego żona. Opowiadała bowiem, że kiedy tylko jej mąż odzyskał przytomność i poinformowano go o stanie jego sprawności, na widok jej łez jedynie szczerze się uśmiechnął i mocno ścisnął jej dłoń. „Gdyby nie to, co wtedy zrobił, z pewnością bym się poddała. Sama bowiem nie widziałam nadziei. Ale Edek przypomniał mi, że nie jestem sama, że nadal mam jego wsparcie” – mówi ze łzami, spoglądając w stronę męża. To doświadczenie podsuwa mi kolejny wniosek: męstwo to siła dostrzegania nadziei wśród doświadczeń, które zakryły pyłem bezradności horyzont radości i sukcesów. A przede wszystkim, co na przykładzie pana Edwarda jest wyraźnie widoczne: męstwo to zdolność empatii wobec innych, nawet wtedy, gdy sam staję się osobą godną współczucia i łez żalu.

Męstwo to bowiem nie ideał, który winniśmy osiągnąć, lecz cel, ku któremu powinniśmy dążyć.

Czy chłopaki nie płaczą?

Łzy są jedną z wielkich zagadek ludzkości, towarzyszą one bowiem człowiekowi w chwilach skrajnego smutku, ale również euforycznej radości. Bywają powodem wstydu i lekceważenia, gdy płyną z byle powodu, ale także cieszą się uznaniem, gdy pojawiają się na policzku na przykład na skutek wzruszenia. Dla wielu są też świadectwem szczerości, bo płakać sztucznie nie jest rzeczą łatwą. Tym większym zainteresowaniem cieszą się łzy płynące z oczu mężczyzny. Tym bardziej dziwią, gdy pojawiają się nie w porę i tym bardziej cieszą, gdy kryją za sobą podniosłą ideę lub wartość. Tu i ówdzie słyszy się jednak, że mężczyzna płakać nie powinien.

fot. depositphotos.com

Iwona, żona Edwarda, wspomina jednak męża z czasów młodzieńczych jako niezwykle wrażliwego, zdolnego uronić kilka łez przy wspólnym oglądaniu filmu Titanic. „Płakał tylko wtedy, kiedy było to zrozumiałe – mówi. – Od chwili wypadku nie widziałam u niego ani jednej łzy, całkiem jak gdyby martwił się, że teraz mogłabym je źle zrozumieć”. Dojrzałe łzy są więc świadectwem oczyszczania męskiego serca, które potrafi kochać. A ono zaś wzrusza się tylko na widok nadziei, bowiem nie pozwala sobie na upadek w bezradność.

Między stereotypami

We wstępie postawiłem ważne dla naszych rozważań pytanie: czy ciężar odnalezienia w świecie ideału męstwa bierze się z tęsknoty, którą żywimy za wzorem, który zniknął we mgle dziejów, czy z upadku, który dosięgnął samą męskość? Nawet teraz ciężko postawić definitywną odpowiedź, być może dlatego, że szukamy jej tam, gdzie nie ma dla niej miejsca? Męstwo to bowiem nie ideał, który winniśmy osiągnąć, lecz cel, ku któremu powinniśmy dążyć. Mało tego, jest to cel dość zadziorny, bowiem podnosi nam poprzeczkę nie przed skokiem, lecz w jego trakcie, przez co tak trudno doskoczyć nam do ideału. Nie zmienia to jednak faktu, że z każdym skokiem wznosimy się coraz wyżej. Męstwo jest więc przekraczaniem siebie, swojego egoizmu, swoich ograniczeń i poglądów, nie mieści się w stereotypach, lecz wykracza poza nie. Dlatego nieważne, ile masz lat, jakie doskwierają Ci bóle i zmartwienia, jesteś potrzebny tu na świecie jako mężczyzna, a więc ten, który mimo swego wieku będzie pielęgnował w sobie młodego ducha, który mimo rozlicznych bóli okaże współczucie drugiemu człowiekowi oraz ten, który mimo zmartwień rozweseli serca swoich bliskich pogodnym uśmiechem, pełną nadziei obecnością.

Spór o wartości

Spór o wartości

Jakże cennym darem od Boga są różnice między nami. Niestety, niejednokrotnie stają się one granicami umocnionymi wysokim murem wrogości, który oddziela, zamiast łączyć i budować dobro w naszych wspólnotach.

Wierność miłości

Wierność miłości

Wierność często kojarzy się z brakiem wolności, a hierarchię wartości postrzega się jako zbyt ciasny gorset, w który w dodatku zostaliśmy na siłę wciśnięci, bo narzucono nam go w tym „opresyjnym, katolickim kraju”.

Trzeba kompromitować zło…

Trzeba kompromitować zło…

Obserwując czasem tych, którzy w sztafecie pokoleń idą za nami, mamy ochotę podwinąć rękawy, zacisnąć pięści i wymierzyć sprawiedliwość. Błędy, grzechy, zło – to wszystko nie może przecież pozostać bezkarne.