Patrząc na Jezusa,
mam przed sobą Świętość.
O! Jakże się wzruszam,
w ciszy rozważam tę miłość.

Moje myśli solą
i powściągliwe słowa,
zjednoczone z Jego wolą –
a spontaniczna jest moja mowa.

Niełatwo jest kroczyć
za Chrystusem, po kres.
Muszę się Nim zauroczyć,
niech milczenie rozmową mi jest.

Kiedy wpatrzony – Hostię adoruję,
moja dusza oddana Panu wszystka.
Opowiadam Jezusowi, jaki ból czuję,
gdy grzech mną włada i wypełnia pustka…

Panie

Panie

My, którzy znamy tysiące Twoich twarzy:
skrwawionych, obolałych, konających, ścierpniętych,
błagamy Ciebie, idąc do Twoich ołtarzy:
„Pokaż swą twarz nieznaną – zjaw się uśmiechnięty”.