Świadkowie wiary

fot. depositphotos.com

Dziadkowie, wbrew popularnemu powiedzeniu, nie są od rozpieszczania wnuków, a przynajmniej nie tylko od tego. Rola dziadków w życiu wnucząt jest niezastąpiona, piękna i bogata. Jednym z jej elementów jest pomoc w odkrywaniu Boga i Jego miłości. Jak w praktyce dziadkowie mogą realizować to zadanie?

Rodzice najważniejszymi świadkami wiary

Dziadkowie często czują, że to na nich spoczywa zadanie przekazywania wiary wnukom, szczególnie gdy w ich rozumieniu rodzice dzieci tego nie robią lub robią to w niewystarczający sposób. Tymczasem wychowanie dzieci w wierze to obowiązek rodziców. Rola dziadków polega na wspieraniu swoich dzieci, synowych i zięciów w byciu jak najlepszymi rodzicami. Wszelkie działania, które osłabiają rodziców, osłabiają także samo dziecko. To wszystko, co pomaga rodzicom rozwijać się, umacniać w wierze, poznawać Boga i uczyć się powierzać Mu swoje życie, jest darem także dla dziecka. Warto spojrzeć na rodziców naszych ukochanych wnuków życzliwie, docenić ich starania, zaangażowanie, otoczyć modlitewną troską ich życie, zmagania i niedomagania. Babcia i dziadek to świadkowie wiary – dla swoich wnuków, ale także dla ich rodziców.

Poznawaniu Boga sprzyja też poszanowanie granic dziecka – zachęcanie, a nie zmuszanie, respektowanie dziecięcej odmowy, nie ocenianie.

Jak w praktyce wygląda wspieranie dorosłych dzieci na drodze wiary? Po pierwsze to wsparcie modlitewne, po drugie obdarzanie mądrą bezwarunkową miłością, a po trzecie przykład własnego życia chrześcijańskiego. Dziadkowie mogą pomóc małżonkom w bardzo realny sposób – np. opiekując się dziećmi, gdy ci chcą wyjechać na rekolekcje tylko we dwoje. Pamiętajmy, że w duchowym życiu małżonków niezwykle ważna jest troska o relację małżeńską, w tym pomagają między innymi tak zwane małżeńskie randki, czyli czas małżonków na bycie dla siebie i celebrowanie swojego małżeństwa. Gdy kochający dziadkowie zostaną raz w tygodniu na kilka godzin z wnuczkami, rodzice mają czas na bycie tylko we dwoje. Dla młodej wierzącej mamy wyjście w tygodniu na Mszę Świętą to prawdziwe święto. Nie zawsze może sobie na to pozwolić, mając przy boku wymagające niemowlę. W takiej sytuacji pomoc babci jest bezcenna. Dla młodego taty widok własnego ojca/teścia modlącego się i powierzającego Bogu całą rodzinę może być wspomnieniem, które zostanie z nim na zawsze i będzie podpowiedzią na trudniejszy czas. Nigdy nie przestajemy być świadkami wiary dla swoich dzieci, nawet gdy to nasze dzieci zostają rodzicami.

Nauczyć pacierza czy pokazać Boga?

Dzieci uczą się przez obserwacje. Gdy chcemy więc wnuczkę/wnuczka czegoś nauczyć, po prostu sami to róbmy. Możemy najmłodszych nauczyć recytowania modlitw, znaku krzyża, śpiewania kolęd, możemy przekazywać wiadomości o życiu i nauczaniu Jezusa. Jednak nie to jest istotą naszej wiary. Fundamentalne w naszej wierze jest odkrycie Bożej miłości poprzez doświadczenie jej od najbliższych osób. Dziecko potrzebuje czuć się chciane, przyjęte w całości, akceptowane bezwarunkowo. Okazywanie dziecku bezwarunkowej miłości nie rozpieszcza dziecka, nie psuje go, jak nieraz potocznie się mówi, lecz wzmacnia, pokazując mu prawdę o nim samym. Taka miłość buduje w dziecku przekonanie o tym, że jest chciane, przyjęte, ważne i wartościowe. Mądra, dojrzała miłość babci i dziadka, którą obdarzane jest dziecko, to kapitał na przyszłość, to także namacalne doświadczanie miłości Bożej.

Przekazywanie dziecku wiary to nic innego, jak życie wiarą na co dzień. Dziecko wychowywane w domu, w którym wiara w Boga i relacja z Nim są codziennością, ma przestrzeń na zadawanie ważnych pytań, w tym pytań dotyczących Jezusa. Istotny jest też klimat, który panuje w rodzinie, a który może zbliżać lub oddalać od Boga. Atmosfera wdzięczności, spokoju, celebrowania życia, ofiarności sprzyja poznawaniu Stwórcy. Sprzyja też temu poszanowanie granic dziecka – zachęcanie, a nie zmuszanie, respektowanie dziecięcej odmowy, nie ocenianie, nie etykietowanie, nie straszenie. Trzeba również wspomnieć o naszym podejściu do Jezusa. Niedojrzałe pojmowanie Boga i Jego roli w naszym życiu w kontakcie z dzieckiem może się przejawiać infantylizmem w mówieniu o Bogu, straszeniem Bożą karą czy traktowaniem Boga w sposób magiczny.

fot. depositphotos.com

Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie

Pozwólmy dzieciom na bycie dziećmi. Nie nakładajmy na ich barki nieadekwatnych w stosunku do ich wieku wymagań. Nie oczekujmy od dziecka idealnego zachowania w kościele, recytowania modlitw czy radości z powodu uczestniczenia we Mszy Świętej. Jeśli pragniemy przekazywać wnuczkom wiedzę religijną, róbmy to w sposób, który będzie dla nich bezpieczny i ciekawy. Wspólne czytanie dziecięcej wersji Biblii (zaczynamy od Nowego Testamentu), spacer do pobliskiego kościoła, kiedy nie odbywa się w nim Msza Święta, oglądanie rodzinnych zdjęć z chrztu świętego dziecka, ślubu rodziców, słuchanie dziecięcych zespołów religijnych lub samodzielne śpiewanie religijnych piosenek. Niech czas spędzony wokół tematyki religijnej będzie czasem swobodnym i przyjemnym.

Postarajmy się bardziej podążać za dzieckiem – obserwować je, próbować zrozumieć, co jest dla niego ważne, słuchać tego, co chce nam powiedzieć, nie zbywać dziecięcych pytań i mieć czas na zwyczajne bycie razem. Słuchajmy dzieci, obserwujmy je uważnie, a kto wie, może dzięki nim i my sami nauczymy się czegoś ważnego o Bogu? Może dzięki bezinteresownej miłości wnuczki/wnuczka doświadczymy miłości i czułości samego Boga? Może w naszych dzieciach i wnukach odkryjemy prawdziwych świadków wiary?

Ochrzcić wnuka

Ochrzcić wnuka

Czy warto chrzcić dzieci ludzi niewierzących? Czy czasem nie jest to budowanie czegoś, co nie ma stałych fundamentów, próbą rodzenia wiary na terytorium często niereligijnym, sterylnym od kościelnego doświadczenia?
Ochrzcić wnuka

Ochrzcić wnuka

Czy warto chrzcić dzieci ludzi niewierzących? Czy czasem nie jest to budowanie czegoś, co nie ma stałych fundamentów, próbą rodzenia wiary na terytorium często niereligijnym, sterylnym od kościelnego doświadczenia?